Przejdź do treści

31 ciekawostek o Mercedesie W124, których nie zna pół forum

500E z 1990 roku — najszybszy i najbardziej mityczny z całej rodziny 124, sedan, który osiągi miał supersamochodu, a temperament zabójcy w garniturze. To wokół takich egzemplarzy narosła połowa legend, które prostujemy w tym tekście. Wygląda jak każdy inn
Mercedes-Benz Media
500E z 1990 roku — najszybszy i najbardziej mityczny z całej rodziny 124, sedan, który osiągi miał supersamochodu, a temperament zabójcy w garniturze. To wokół takich egzemplarzy narosła połowa legend, które prostujemy w tym tekście. Wygląda jak każdy inn

To nie „beczka". Mandela nim nie jeździł. A słynny rekord 4,6 miliona kilometrów ustanowił zupełnie inny Mercedes. Zanim powtórzysz którąkolwiek z tych historii na forum — sprawdź. Oto 31 rzeczy o typoszeregu 124, które dzielą znawcę od laika.

Spis treści (6)
  1. Nazwy i pierwsze mity
  2. Inżynieria i obsesja na punkcie detalu
  3. Produkcja, liczby i geografia
  4. Trwałość: legenda i jej granice
  5. Kultura, film i polska pamięć
  6. E500, AMG i sportowe nieporozumienia
500E z 1990 roku — najszybszy i najbardziej mityczny z całej rodziny 124, sedan, który osiągi miał supersamochodu, a temperament zabójcy w garniturze. To wokół takich egzemplarzy narosła połowa legend, które prostujemy w tym tekście. Wygląda jak każdy inn
Mercedes-Benz Media
500E z 1990 roku — najszybszy i najbardziej mityczny z całej rodziny 124, sedan, który osiągi miał supersamochodu, a temperament zabójcy w garniturze. To wokół takich egzemplarzy narosła połowa legend, które prostujemy w tym tekście. Wygląda jak każdy inn
Z tego artykułu dowiesz się:
  1. Dlaczego nazwanie 124 „beczką" zdradza, że ktoś go myli z innym Mercedesem.
  2. Które słynne fakty o 124 — Mandela, rekord przebiegu, DTM — są przypisane mu błędnie.
  3. Jakie detale konstrukcji 124 najlepiej tłumaczą, czemu obrósł legendą — i czy jest już klasykiem.

Powiedz na ulicy „beczka" i wskaż Mercedesa W124, a znawca uniesie brew. Bo „beczka" to nie ten model. To poprzednik. I ta jedna pomyłka działa jak papierek lakmusowy — w sekundę dzieli ludzi na tych, którzy te auta znają, i tych, którzy tylko o nich słyszeli.

124 obrósł mitami jak żadne inne auto swojej epoki. Część z nich jest prawdziwa i piękna. Część — przyklejona przez pomyłkę, powtarzana z forum na forum, aż urosła do rangi pewnika. Zebraliśmy 31 rzeczy o typoszeregu 124: faktów, anty-mitów i drobiazgów, których nie zna nawet połowa forumowiczów. Niektóre zaskoczą znawców. Kilka — zaboli, bo każe odłożyć ulubioną opowieść do szuflady z legendami.

Zaczynamy od najważniejszego porządkowania. Od nazwy.

Nazwy i pierwsze mity

1. To „kostka", nie „beczka". W polskim slangu „beczka" należy do poprzednika — W123, od jego krągłych, beczułkowatych boków. Kanciasty 124 dostał inne imiona: najczęściej „kostka" albo „koperta", regionalnie też „baleron" (nikt do końca nie wie, czemu akurat baleron). Mylenie tych dwóch nazw to jeden z najczęstszych potocznych błędów. Powiesz na 124 „beczka" — i każdy, kto się zna, wie, że pomyliłeś go z W123.

2. „124" nie znaczy nic. Ani pojemności, ani mocy, ani roku. Mercedesowski system kodów sięga 1922 roku, jeszcze czasów Daimlera: silniki oznaczano literą „M" (Motor), a samochody „W" — od niemieckiego „Wagen". Po fuzji Daimler-Benz „W" plus liczba stały się po prostu chronologicznym katalogiem konstrukcji. „124" to kolejny numer projektu po 123. Stąd uporządkowany ciąg klasy E: W123 → W124 → W210. Tyle. Żadnej ukrytej symboliki.

3. „W124" to formalnie tylko sedan. Mało kto wie, że samo „W124" oznacza ściśle czterodrzwiowego sedana. Każde inne nadwozie ma własną literę: S124 to kombi (T-Modell), C124 to coupé, A124 to kabriolet, V124 to przedłużona limuzyna, a F124 — gołe podwozia pod zabudowy. Mówiąc „W124" o kombi czy coupé, mówisz technicznie błędnie. To skrót myślowy całej rodziny — sześciu liter pod jedną liczbą.

4. Pierwsza E-Klasa przez dziewięć lat nie wiedziała, że jest E-Klasą. 124 zadebiutował w 1984 roku jeszcze bez nazwy „E-Klasse" — nosił tylko oznaczenia silnikowe: 200 D, 300 E. Dopiero lifting z lata 1993 odwrócił logikę: litera klasy powędrowała przed liczbę. Z „300 E" zrobiło się „E 320", z „500 E" — „E 500". Litera „E" pierwotnie oznaczała „Einspritzung" (wtrysk paliwa), z czasem reinterpretowano ją jako „Executive". Wychodzi paradoks: model uznawany dziś za wzorcową, pierwszą klasę E przez większość kariery w ogóle tak się nie nazywał.

Inżynieria i obsesja na punkcie detalu

5. Lusterka różnią się wielkością — celowo. 124 ma asymetryczne lusterka zewnętrzne: to od strony pasażera jest większe niż od strony kierowcy. To nie błąd ani oszczędność. Lusterko pasażera jest dalej od oka kierowcy i pod innym kątem, więc powiększono je, żeby wyrównać realne pole widzenia po obu stronach auta. Detal, którego większość właścicieli nigdy nie zauważa — i klasyczny przykład mercedesowskiej obsesji na punkcie ergonomii.

6. Wycieraczka kreśli na szybie literę „M". Pojedyncza wycieraczka 124 — w żargonie „monoblade" — nie obraca się po zwykłym łuku. Dzięki mimośrodowemu mechanizmowi u podstawy jej ramię wydłuża się i skraca w trakcie ruchu, omiatając niemal całą szybę, łącznie z górnymi narożnikami. Tor jej pracy przypomina literę „M". I nie był to gadżet: większa zamieciona powierzchnia przy jednym ramieniu oznaczała mniejszy opór powietrza niż przy klasycznej parze piór. Jedno ramię, a robota za dwa — i przy okazji niższy opór aerodynamiczny.

7. Miał plastik pod podłogą, żeby palić mniej. Niski opór powietrza 124 — współczynnik cd około 0,28 w wersji 200/200D, wynik wybitny jak na sedana połowy lat osiemdziesiątych — brał się nie tylko z gładkiej bryły. Pomagały osłony spodu nadwozia: plastikowe panele porządkujące przepływ powietrza pod autem, obniżając spalanie i szum. Dziś takie osłony kojarzymy z elektrykami i hybrydami. W klasie średniej z 1984 roku były rzadkością — i kolejnym dowodem, że 124 projektowano ponad swoją epokę.

Coupé C124 z 1987 roku — nadwozie bez słupka B. Po opuszczeniu obu szyb bocznych między nimi nie ma żadnej pionowej belki, zostaje czysty, nieprzerwany prześwit. Dziś to jedna z najbardziej cenionych cech wizualnych całej rodziny — i jeden z powodów, dla
Mercedes-Benz Media
Coupé C124 z 1987 roku — nadwozie bez słupka B. Po opuszczeniu obu szyb bocznych między nimi nie ma żadnej pionowej belki, zostaje czysty, nieprzerwany prześwit. Dziś to jedna z najbardziej cenionych cech wizualnych całej rodziny — i jeden z powodów, dla

8. Coupé nie ma słupka B. Coupé C124 zaprojektowano jako nadwozie bezsłupkowe — między przednią a tylną szybą boczną nie ma żadnej pionowej ramki. Opuszczasz obie szyby i zostaje czysty, nieprzerwany prześwit, prawie kabrioletowa przewiewność. To nie tylko efekt wizualny, ale i inżynierski popis: usztywnienie, które normalnie daje słupek, trzeba było upchnąć gdzie indziej. Dziś to jedna z najbardziej cenionych cech wizualnych całego typoszeregu.

9. Słynną tylną oś wymyślono najpierw dla mniejszego auta. 124 słynie z wielowahaczowej osi tylnej — kilku niezależnych ramion prowadzących koło, które przez lata było punktem odniesienia w klasie. Ale wbrew częstej narracji oś ta nie zadebiutowała w 124. Mercedes wprowadził ją wcześniej, w 1982 roku, w mniejszym modelu W201 (190). 124 odziedziczył i dopracował konstrukcję z „małego" Mercedesa. Ciekawe odwrócenie zwykłego kierunku: zwykle flagowiec wyposaża maluchy, tu maluch wyposażył klasę średnią.

10. „Sacco-Bretter" to nie była ozdoba. Plastikowe listwy boczne, które po liftingu 1989 obiegły całe nadwozie, entuzjaści przezwali „Sacco-Bretter" — deskami Sacco, od nazwiska szefa stylistyki Bruna Sacco. Nie były wyłącznie dekoracją: chroniły blachę przed obtłuczeniami na parkingu i porządkowały bryłę boku, wpisując się w filozofię spokojnego, ponadczasowego projektu. To, co kierowcy nazwali „deskami", było przemyślaną tarczą blacharki.

Produkcja, liczby i geografia

11. Premiera odbyła się w Andaluzji. 124 pokazano prasie nie pod fabryką w Niemczech, lecz w hiszpańskiej Sewilli — pokaz prasowy 26 listopada 1984 roku. To tam międzynarodowi dziennikarze po raz pierwszy zobaczyli następcę W123. Najbardziej niemiecki z Mercedesów zadebiutował na słońcu południa.

12. Pobił własnego poprzednika. Z wynikiem blisko 2,74 miliona egzemplarzy (dokładniej 2 737 860, ze wszystkimi nadwoziami) typoszereg 124 przebił dotychczasowego rekordzistę sprzedaży Mercedesa — własnego poprzednika W123 — o ponad 40 tysięcy sztuk. W świecie, w którym 123 wydawał się szczytem możliwości, 124 po prostu wszedł wyżej. 124 zdetronizował własnego poprzednika we własnej rodzinie.

13. Cała historia Mercedesa w Indiach zaczęła się od 124. Gdy Mercedes-Benz wchodził na rynek indyjski w 1995 roku, zrobił to właśnie na W124. W ramach spółki joint venture (wspólne przedsięwzięcie) z koncernem Tata montaż z części dostarczanych z Niemiec ruszył w marcu 1995 w Pune. To 124 był pierwszym Mercedesem oficjalnie sprzedawanym w Indiach i pierwszym montowanym tam modelem — składanym, co dziś brzmi nieprawdopodobnie, w fabryce Tata. Jeden z największych dziś rynków premium świata zaczął się od składanego w Indiach 124.

14. 500E budowało Porsche. Najszybszy seryjny 124 powstawał w kooperacji, w jaką trudno uwierzyć: Mercedes zlecił projekt i montaż Porsche, konkurentowi z tego samego miasta, który odpowiadał za około 90 procent prac rozwojowych. Surowe nadwozia składano w Zuffenhausen, wożono do Sindelfingen na lakierowanie, po czym wracały do Zuffenhausen na montaż końcowy i instalację silnika. Każdy egzemplarz 500E pokonywał trasę między dwiema fabrykami dwukrotnie, zanim trafił do klienta — a cały proces trwał około 18 dni. Dlatego mówi się o nim „Mercedes zbudowany przez Porsche".

15. 500E nie miał piątego miejsca. Przez szerszy mechanizm różnicowy i przebudowę tyłu pod V8 najszybszy 124 homologowano jako czteromiejscowy — bez środkowego miejsca na tylnej kanapie. Pełną historię tego auta i innych najbardziej pożądanych 124 rozkładamy w osobnym tekście. Tu wystarczy punchline: V8 zabrał piąte miejsce, ale dał za nie 326 koni mechanicznych.

16. Rodzinę pożegnał kabriolet — dwa lata po sedanie. Choć sedan zniknął z taśmy w 1995 roku, cały typoszereg 124 dożył lipca 1997 — dzięki kabrioletowi A124, który schodził z linii jako ostatni. Ostatnie 124 były więc otwartymi autami, produkowanymi już równolegle z nowszym W210. Klamra domknięta elegancko: rodzina, która zaczęła się od sedana, skończyła się odkrytym autem.

17. Czteromiejscowy kabriolet wrócił po dwóch dekadach. A124 z 1991 roku był pierwszym czteromiejscowym kabrioletem Mercedesa od mniej więcej dwudziestu lat. Marka świadomie wróciła do segmentu otwartych aut, w których z tyłu siedzą dorośli, a nie tylko bagaż — i zrobiła to na najbardziej dopracowanej platformie epoki.

Kabriolet A124 z 1991 roku — pierwszy czteromiejscowy kabriolet Mercedesa od mniej więcej dwóch dekad i auto, które jako ostatnie z całej rodziny zeszło z taśmy w lipcu 1997 roku. Rodzina 124 zaczęła się od sedana, a skończyła odkrytym autem produkowanym
Mercedes-Benz Media
Kabriolet A124 z 1991 roku — pierwszy czteromiejscowy kabriolet Mercedesa od mniej więcej dwóch dekad i auto, które jako ostatnie z całej rodziny zeszło z taśmy w lipcu 1997 roku. Rodzina 124 zaczęła się od sedana, a skończyła odkrytym autem produkowanym

18. Sedan odszedł w wersji „Masterpiece". Pod koniec produkcji sedana Mercedes wypuścił limitowaną serię specjalną „Masterpiece" (1995) z bogatszym wyposażeniem: drewnianą kierownicą i konsolą, dodatkami i charakterystycznymi felgami. To była forma pożegnania — i potwierdzenie, że nawet „zwykła" klasa średnia Mercedesa kończyła karierę w wersji niemal kolekcjonerskiej. Rodzinny sedan odszedł nie po cichu, lecz w limitowanej edycji.

Trwałość: legenda i jej granice

19. Rekord 124 to norweski diesel z 3,4 miliona kilometrów. Najwyższy udokumentowany przebieg konkretnego W124 to około 3,4 miliona kilometrów — diesel z rodziny 124 z 1991 roku, należący do norweskiego taksówkarza Magnusa Sæle. Pierwszy milion kilometrów auto „wyrobiło" już w 1997 roku, na wymianach oleju i filtrów. Licznik nie był projektowany na taki dystans i po prostu przestał liczyć. Licznik się poddał, zanim poddał się silnik.

20. UWAGA: rekord 4,6 mln km to NIE 124. W sieci krąży skojarzenie 124 z legendarną taksówką o przebiegu 4,6 miliona kilometrów. To pomyłka. Tamten rekord należy do W123 240D greckiego taksówkarza Grzegorza Sachinidisa z Salonik — auta przekazanego dziś do muzeum Mercedesa. Inny, starszy typoszereg. 124 dziedziczy reputację po milionowych taksówkach W123, ale tego konkretnego rekordu przypisywać mu nie wolno. Ma za to własne, w pełni udokumentowane egzemplarze (punkt 19 i 21).

21. 75 koni i milion kilometrów — bo ktoś trzymał się książki. Niemiecka taksówka 200 D z 1993 roku dobiła 1,3 miliona kilometrów, a oryginalny, 75-konny diesel pracował bez większego remontu aż do bariery miliona. Sekret był prozaiczny: serwis dokładnie co 10 tysięcy kilometrów, ściśle według zaleceń fabryki. To esencja legendy 124 — nie cudowna technologia, lecz konstrukcja, która nagradza dyscyplinę serwisową przebiegiem nieosiągalnym dla większości aut.

22. „Ostatni przeinżynierowany Mercedes" — i dlaczego. Wśród entuzjastów i prasy 124 uchodzi za ostatnią klasę E budowaną „do standardu, a nie do ceny" — przed tańszymi procesami produkcyjnymi, które przyszły z W210. Gruba blacha, wielowahaczowa oś tylna, masywna rama pomocnicza, podzespoły z zapasem wytrzymałości. Po 124 Mercedes zaczął liczyć koszty — i właśnie dlatego to 124 stał się synonimem „prawdziwego" Mercedesa. Pełny obraz tej filozofii znajdziesz w naszym pełnym przewodniku po 124.

23. Najtrwalszy Mercedes ma jedną z najgłośniejszych wad epoki. Paradoks, od którego nie da się uciec. W egzemplarzach z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych (zwłaszcza z silnikami M104 i V8 M119) Mercedes zastosował biodegradowalną izolację przewodów. Intencja była ekologiczna. Skutek — opłakany: izolacja z czasem twardnieje i kruszy się jak stara skorupka, wywołując zwarcia i pozornie nieracjonalne usterki elektryki. Najtrwalszy Mercedes potrafi paść przez izolację, która miała być przyjazna naturze.

Kultura, film i polska pamięć

24. W „GoldenEye" 124 wozi Bonda — po stronie złoczyńców. 124 zaliczył epizod w bondowskim „GoldenEye" (1995): szarym 230 E jeździ femme fatale Xenia Onatopp, wioząc unieszkodliwionego Bonda na cmentarzysko radzieckich pomników pod Sankt Petersburgiem. Rzadki przypadek, gdy mieszczański, „taksówkarski" Mercedes trafia do filmu nie jako tło, lecz jako narzędzie czarnego charakteru. (I uwaga na częstą pomyłkę: słynny wyścig pod Monte Carlo z tego samego filmu to Ferrari F355, nie 124.)

25. W „Bajerze z Bel-Air" jeździ 300 E. W amerykańskim sitcomie „Fresh Prince of Bel-Air" (1990–1996) pojawia się 300 E (rocznik około 1991). To zresztą reguła, nie wyjątek: bazy filmowych aut katalogują setki wystąpień 124 w filmach i serialach, od niemieckiego „Tatortu" po produkcje europejskie. Powód jest prozaiczny — 124 był po prostu wszechobecnym autem epoki. Jego „role" to najczęściej tło, a samo to tło jest dowodem statusu: auto, którego nie dało się nie zauważyć.

26. Mercedes Mandeli to NIE 124. Krąży skojarzenie „Mandela i jego Mercedes". Auto, które pracownicy fabryki Mercedesa w południowoafrykańskim East London zbudowali ręcznie po godzinach, w cztery dni, i wręczyli Mandeli 22 lipca 1990 roku — pięć miesięcy po jego wyjściu z więzienia — to czerwona klasa S, model W126 500 SE. Nie 124. Ma grawer flagi RPA i tablice z inicjałami Mandeli, dziś stoi w Apartheid Museum w Johannesburgu. Madiba dostał ręcznie zbudowaną klasę S — kto przypisuje ten gest 124, myli typoszeregi.

27. 124 w Polsce lat dziewięćdziesiątych był walutą statusu. Po transformacji 124 masowo trafiał do Polski jako import używanych egzemplarzy z Niemiec — po niemieckich taksówkach, flotach, prywatnych właścicielach. W polskiej percepcji tamtej dekady stał się synonimem prestiżu i „dorobienia się": auto łączące elegancję, komfort i reputację niezawodności, a przy tym realnie osiągalne. W popkulturze obrósł przy okazji mitem auta biznesu i szarej strefy — to już jednak bardziej legenda społeczna niż udokumentowany fakt, więc traktujmy ją z dystansem. Twardy jest co innego: 124 to jeden z bardzo nielicznych modeli, które po trzydziestu latach wciąż widywało się w codziennym ruchu na polskich drogach.

E500, AMG i sportowe nieporozumienia

Kombi 300TE w odmianie AMG z 1991 roku — rzadkość, o jakiej dziś marzą kolekcjonerzy. Zanim AMG zrosło się z Mercedesem, robiło z rodzinnych 124 maszyny, które potrafiły gonić ówczesne sportowce. Uniwersał, który wozi narty i jednocześnie wstydzi konkuren
Mercedes-Benz Media
Kombi 300TE w odmianie AMG z 1991 roku — rzadkość, o jakiej dziś marzą kolekcjonerzy. Zanim AMG zrosło się z Mercedesem, robiło z rodzinnych 124 maszyny, które potrafiły gonić ówczesne sportowce. Uniwersał, który wozi narty i jednocześnie wstydzi konkuren

28. „Hammer" robił z rodzinnego sedana pogromcę sportowców. Zanim AMG stało się oficjalnym ramieniem Mercedesa, działało jako niezależny tuner — i wciskało w nadwozie 300E oraz 300CE widlaste ósemki z większej klasy S. Tak powstał słynny „Hammer" z silnikami o pojemnościach 5,0, 5,6, a w szczycie 6,0 litra i mocą sięgającą okolic 375 koni. Te auta potrafiły wyprzedzać ówczesne supersamochody — i powstały na długo przed fabrycznym E60 AMG. (Dokładna liczba egzemplarzy „Hammerów" pozostaje nieustalona — to ręczne konwersje, nie produkcja seryjna.)

29. 500E narodził się z luki w ofercie. Wprowadzenie 500E było odpowiedzią na rynek szybkich, dyskretnych limuzyn przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Mercedes nie miał wówczas gotowego, fabrycznego V8 w 124 — więc zlecił adaptację Porsche. I tak z brakującego ogniwa oferty narodził się jeden z najbardziej pożądanych dziś klasyków marki. (Często powtarzane „odpowiedź wprost na Audi V8" warto traktować jako kontekst rynkowy, nie potwierdzoną przyczynę — źródła nie są tu jednomyślne.)

30. Kultowy diesel OM606 w 124 był wolnossący. Słynny OM606 — dziś synonim dieslowskiej niezniszczalności i tuningu na ogromną moc — w fabrycznym 124 występował wyłącznie jako wolnossący: E300 Diesel ze 136 końmi, bez turbiny. Mocniejsza wersja turbo trafiła fabrycznie dopiero do następcy, czyli W210. Wszystkie turbodoładowane OM606 w 124, jakie spotkasz, to swapy — przeszczepy zrobione przez tunerów po latach, nie auta z taśmy. Fabryczny OM606 w 124 nie miał turbiny — legenda turbo należy do W210.

31. Wyścigowa chwała tej epoki należy do mniejszego 190, nie do 124. W zbiorowej pamięci „bokserski Mercedes z lat dziewięćdziesiątych wymiatający w wyścigach turystycznych" to często mylnie 124. W rzeczywistości dominacja Mercedesa w niemieckiej serii DTM — m.in. sezon 1992 — to dzieło mniejszego 190 E 2.5-16 Evolution II (W201), homologacyjnego specjała. 124 nie był autem torowym. Jego „sportowa" legenda to uliczny 500E zbudowany z Porsche — bestia w garniturze, a nie wyścigówka. Dwa różne światy, które łatwo pomylić.

I tu pojawia się myśl, która spina wszystkie te prostowania w jedno. Bo gdyby 124 był autem zwyczajnym, nikt nie przyklejałby do niego cudzych rekordów, cudzych prezydentów i cudzych zwycięstw torowych. Mity narastają tylko na tym, co i tak już jest legendą. Połowa tych historii okazała się nieprawdą — a 124 mimo to pozostaje jednym z najbardziej szanowanych aut, jakie zbudowano w klasie średniej. To najlepszy dowód jego pozycji. Legenda, której trzeba prostować mity, jest większa od legendy, która ich nie potrzebuje.

Główne wnioski
  1. Wokół typoszeregu 124 narosło tyle mitów, że warto znać te, które są fałszywe. To nie „beczka" (tak nazywa się poprzednik W123). Mandela nie jeździł 124, lecz klasą S W126. Rekord 4,6 miliona kilometrów ustawił W123 240D, nie 124. Wyścigowa chwała epoki należy do mniejszego 190 (W201), a fabryczny diesel OM606 w 124 był wolnossący, bez turbiny. Powtarzanie tych historii jako prawdy o 124 to najczęstszy błąd forów i popularnych tekstów.
  2. Prawdziwe fakty są równie mocne. 124 to blisko 2,74 miliona aut, premiera w Sewilli, pierwszy Mercedes montowany w Indiach (z Tatą, od 1995), najszybsza wersja 500E budowana przez Porsche w dwóch fabrykach. Trwałość ma udokumentowane dowody: norweski diesel z 3,4 miliona kilometrów i niemiecka taksówka, której 75-konny silnik dobił miliona. A obsesja na punkcie detalu — asymetryczne lusterka, wycieraczka kreśląca „M", osłony spodu nadwozia — najlepiej tłumaczy, czemu to auto obrosło kultem.
  3. Status klasyka? 124 jest dziś dokładnie tym autem, o którym ludzie chcą opowiadać — i to jest jego najsilniejsza karta. Tani diesel wciąż jeździ jako codzienny youngtimer, a zadbane coupé, kabriolety i 500E weszły na salony aukcyjne i konsekwentnie drożeją. Auto, do którego przylepiają się cudze legendy, bo własna jest na tyle duża, że je przyciąga, nie jest już „starym Mercedesem". To klasyk w trakcie koronacji.

Po artykule

Masz Mercedes-Benz W124 w garażu?

Pokaż go ludziom, którzy właśnie o nim czytają — dodaj bezpłatne ogłoszenie.

Dodaj bezpłatne ogłoszenie Zobacz ogłoszenia Mercedes-Benz
0 zł — bez prowizji i bez opłat za odnowienie Ogłoszenie czyta redaktor, nie algorytm Zostaje na giełdzie, aż sprzedasz

Zobacz również

Szereg »beczek« W124 — youngtimery, które jeszcze niedawno były zwykłymi starymi Mercedesami, a dziś ustawiają się w kolejce po status klasyka.

Kluby i grupy Mercedes-Benz w Polsce — mapa społeczności

Jedyny polski klub z certyfikatem centrali w Stuttgarcie, forum z 374 tysiącami postów o Mercedesie W124 i zlot, który ściąga pod Toruń setki aut z gwiazdą. Polska społeczność Mercedesa to kilkanaście żywych adresów — zebraliśmy je w jednym miejscu.

klasyczny-samochod

Historia Mercedes-Benz – od patentu Benza po W124

Karl Benz i Gottlieb Daimler nigdy razem nie pracowali. W latach 80. XIX wieku każdy z nich, niezależnie, budował w swoim warsztacie samochód z silnikiem benzynowym. Pół wieku później ich firmy się połączą.

S 500 Grand Edition: pięciolitrowe V8 M119 uchodzi wśród znawców za najbardziej zrównoważony wybór w gamie — osiągi godne Klasy S bez ekstrawagancji dwunastki.

Mercedes W140 — silniki. S600, V12 7.3 Brabus i diesle

BMW pierwsze odpaliło seryjną dwunastkę, więc Stuttgart odpowiedział własnym sześciolitrowym V12 i przesunął premierę największej limuzyny świata. Tak powstał M120 — silnik, który napędził S600, urósł u Brabusa do 7,3 litra i trafił potem do Pagani Zondy.

Kombi S124 z 1993 roku — wersja E280, czyli dokładnie to wcielenie 124, które najlepiej pasuje do roli codziennego konia roboczego. Tę samą sylwetkę widuje się dziś pod marketami i na podjazdach domów jednorodzinnych, trzydzieści lat po premierze. Auto, k

Mercedes W124 w 2026. Tablice, strefy, rachunki

Czerwone światło na granicy warszawskiej strefy. Obok elektryczna taksówka. Zielone — i diesel sprzed czterdziestu lat rusza w głąb strefy. Mercedes W124 wjeżdża tam, gdzie nowszym autom wstęp wzbroniony. Pod jednym warunkiem, o którym pół Polski nie wie.

Sedan 124 w tunelu aerodynamicznym, 1984. To tutaj spokojna bryła Sacco przestawała być kwestią gustu, a stawała się fizyką — strugi powietrza zdradzały, czy nadwozie naprawdę jest tak śliskie, jak miało być. Wynik: współczynnik oporu w okolicach 0,28, le

Mercedes W124. Historia auta bez daty ważności

Zimą 1980/81 w studiu stylistyki w Sindelfingen pewien człowiek odrzucił to, co modne, na rzecz tego, co ponadczasowe. Decyzja Bruna Sacco zdefiniowała Mercedesa W124 — auto, które miało nie mieć daty ważności. I do dziś jej nie ma.

Więcej: W124 1984-1997 ▸
ikona klasyk.pl