Przejdź do treści

Mercedes W126 — kompletny przewodnik. Ostatnia klasa S starej szkoły

Chromowane zderzaki i wtopione w błotnik listwy to znak wczesnej serii 126 sprzed liftingu. W tej sylwetce, niższej i cieńszej od poprzednika, Sacco zmieścił najbardziej opływowego dużego sedana swoich czasów.
Rutger van der Maar / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
Chromowane zderzaki i wtopione w błotnik listwy to znak wczesnej serii 126 sprzed liftingu. W tej sylwetce, niższej i cieńszej od poprzednika, Sacco zmieścił najbardziej opływowego dużego sedana swoich czasów.

Pierwszy seryjny samochód świata z poduszką powietrzną sprzężoną z napinaczem pasów i pierwszy Mercedes zaprojektowany pod kierunkiem Bruno Sacco. Opisujemy W126 — klasę S, której wyniku produkcji nie powtórzyła żadna kolejna generacja.

Spis treści (9)
  1. Po kryzysie naftowym: klasa S, która miała ważyć mniej
  2. Pierwszy Mercedes narysowany pod okiem Bruno Sacco
  3. Poduszka powietrzna debiutuje właśnie tutaj
  4. Wersje i silniki — od 260 SE do 560 SEL
  5. Mopf 1985, czyli druga młodość serii 126
  6. Samochód kanclerza i papieża
  7. Dlaczego Mercedes nigdy tego nie powtórzył
  8. Ile kosztuje W126 w Polsce w 2026 roku
  9. Najczęstsze pytania o Mercedesa W126

Po kryzysie naftowym: klasa S, która miała ważyć mniej

Żaden flagowy sedan Mercedesa nie sprzedał się lepiej niż ten. Przez dwanaście lat z taśm zjechały 892 123 egzemplarze Mercedesa W126 — więcej niż którejkolwiek późniejszej generacji klasy S. Samochód zadebiutował na targach IAA we Frankfurcie we wrześniu 1979 roku. Produkcja seryjna ruszyła w grudniu, a ostatnie egzemplarze schodziły z linii jeszcze w 1991 roku. Był to zarazem ostatni raz, kiedy najważniejszy model marki powstawał według reguł, do których Stuttgart już nie wrócił.

Punktem wyjścia był kryzys. Poprzednią klasę S, model W116, produkowano w latach 1972–1980. Gdy inżynierowie zaczynali prace nad następcą, w pamięci wciąż tkwił pierwszy kryzys naftowy z 1973 roku. Do tego dochodziły coraz ostrzejsze amerykańskie normy emisji i bezpieczeństwa. Decyzja zapadła wcześnie: nowy duży Mercedes miał być lżejszy i oszczędniejszy od poprzednika. Wielkość zeszła na drugi plan.

Nad kształtem nadwozia pracowano w tunelu aerodynamicznym. Przemodelowano przód i zderzaki, a wycieraczki schowano pod krawędź maski, żeby nie zaburzały opływu powietrza. Współczynnik oporu spadł do 0,36 — na przełomie lat 70. i 80. bardzo dobry wynik dla dużego sedana. Lżejsze materiały i stopy razem z dopracowaną aerodynamiką obniżyły zużycie paliwa o około 10 procent względem W116. Przy aucie tej wielkości właściciel czuł tę różnicę przy każdym tankowaniu.

280 S był bazą gamy — jedyną wersją gaźnikową, od której zaczynał się cennik W126. Nawet ten najskromniejszy wariant korzystał z tej samej pracy w tunelu aerodynamicznym co V8 na szczycie oferty.
Rutger van der Maar / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
280 S był bazą gamy — jedyną wersją gaźnikową, od której zaczynał się cennik W126. Nawet ten najskromniejszy wariant korzystał z tej samej pracy w tunelu aerodynamicznym co V8 na szczycie oferty.

W126 kontynuował linię, którą Mercedes prowadził od dekad — historia marki od początku wiązała najdroższy model z technicznym przywództwem.

Pierwszy Mercedes narysowany pod okiem Bruno Sacco

Za wygląd W126 odpowiadał zespół projektowy, którym kierował Bruno Sacco. Sacco pochodził z włoskiego Udine, a szefem designu Mercedes-Benz został w 1975 roku. Wcześniejsze modele marki nosiły jeszcze ślad ręki jego poprzedników. W126 był pierwszym projektem, który od pierwszej kreski do produkcji powstał już pod jego nadzorem. Sacco nie rysował auta w pojedynkę — pracował nad nim cały dział stylistyki. On sam nadawał kierunek i pilnował, żeby proporcje trzymały się przyjętej filozofii. Od tego projektu zaczęła się jego rola architekta całej gamy Mercedesa na kolejne dekady.

Sacco kierował się zasadą, którą nazywał poziomą jednorodnością (horizontal homogeneity): każdy model marki ma być natychmiast rozpoznawalny jako Mercedes dzięki wspólnemu językowi formy. Najmniejsze auto gamy i największą limuzynę miało łączyć wyraźne pokrewieństwo wizualne. W126 stał się wzorcem tego myślenia i punktem odniesienia dla mniejszych modeli, które weszły do gamy po nim. Sylwetka okazała się odporna na czas: nie zestarzała się przez dwanaście lat produkcji i niewiele straciła przez kolejne dekady.

Napis 380 SE na klapie oznacza mniejsze z dwóch V8, z którymi gama startowała, jeszcze sprzed modernizacji. Zwarta, pozioma bryła tyłu to podpis Sacco — proporcje, które broniły się przez dwanaście lat produkcji.
OSX / Wikimedia Commons (domena publiczna)
Napis 380 SE na klapie oznacza mniejsze z dwóch V8, z którymi gama startowała, jeszcze sprzed modernizacji. Zwarta, pozioma bryła tyłu to podpis Sacco — proporcje, które broniły się przez dwanaście lat produkcji.

Poduszka powietrzna debiutuje właśnie tutaj

Najważniejszej nowości W126 nie widać na zdjęciach. To pierwszy seryjny samochód świata wyposażony w poduszkę powietrzną kierowcy sprzężoną z pirotechnicznym napinaczem pasów. Samą poduszkę, jako pojedyncze urządzenie, próbowano już wcześniej — amerykański General Motors oferował ją opcjonalnie w kilku modelach w połowie lat 70. Nowością Mercedesa był kompletny układ. Poduszka i napinacz reagują na sygnał tego samego czujnika, a ładunek pirotechniczny dopina trzypunktowy pas w ułamku sekundy, zanim rozwinie się poduszka.

Za tym układem stała inna filozofia. Amerykańskie próby z lat 70. traktowały poduszkę jako zamiennik pasa. Mercedes odwrócił to założenie i zaprojektował poduszkę jako uzupełnienie pasa. Pas zapina kierowca, a poduszka chroni większą powierzchnię ciała tam, gdzie sam pas nie wystarcza. To podejście zdefiniowało późniejszy standard branżowy, znany jako SRS. Układ powstał wspólnie z firmą Bosch.

Wdrażanie systemu było rozciągnięte w czasie i łatwo o pomyłkę w datach. Pierwsze egzemplarze klasy S z tym układem trafiły do klientów już w grudniu 1980 roku, w limitowanej partii. W styczniu i lutym 1981 roku z linii zjechało ponad sto kolejnych aut. Publiczną, światową premierę systemu Mercedes urządził na salonie w Amsterdamie w lutym 1981 roku, a miesiąc później pokazał go ponownie w Genewie. Poduszka z napinaczem była wtedy płatną opcją: dopłata wynosiła 1525,50 marki niemieckiej, według producenta równowartość około 780 euro. W pierwszym roku zdecydowało się na nią 2636 klientów klasy S.

Później system rozszerzał się stopniowo. Od 1982 roku poduszkę z napinaczem można było zamówić w całej gamie Mercedesa. W autach na rynek amerykański poduszka kierowcy weszła do wyposażenia standardowego od 1985 roku. Drugą poduszkę, dla pasażera z przodu, dodano jako opcję od września 1987 roku.

Dwie inne technologie, często przypisywane W126, przyszły do niego z poprzednika. Elektroniczny układ ABS, zapobiegający blokowaniu kół, zadebiutował w produkcyjnym aucie już w W116, w 1978 roku. W W126 stawał się tylko coraz szerzej dostępny, aż wszedł do standardu w całej gamie. Podobnie turbodoładowany diesel: pierwszą taką klasą S był W116 300SD z 1978 roku, a W126 tę tradycję kontynuował. Prawdziwie nowy był w tym aucie tylko układ poduszki z napinaczem.

Wersje i silniki — od 260 SE do 560 SEL

Nazewnictwo W126 czyta się jak kod, więc warto rozszyfrować go raz, na początku. Litera S oznacza Sonderklasse, czyli klasę specjalną. E to Einspritzmotor — silnik z wtryskiem paliwa. L (od niemieckiego lang) oznacza długą wersję nadwozia, z rozstawem osi wydłużonym o 140 milimetrów. D to diesel, a C — coupé. Krótka limuzyna SE mierzyła 5020 mm długości przy rozstawie osi 2935 mm, a wersja SEL rozciągała się do 5160 mm, z rozstawem 3075 mm. Dodatkowe 140 milimetrów trafiało w całości do przestrzeni na nogi z tyłu — tam, gdzie zwykle siedział pasażer wożony przez zatrudnionego kierowcę.

Gama silników była szeroka — od spokojnej sześciocylindrowej benzyny po duże jednostki V8. Poniższa tabela obejmuje wyłącznie limuzynę. Moce podajemy w koniach mechanicznych; w części wersji różniły się one zależnie od rynku i roku, bo kolejne normy emisji odbierały po kilka koni.

WersjaSilnikPojemnośćMocLata
280 S / 280 SE / 280 SELR6 (M110)2,7 lok. 185 KM (wersje z wtryskiem)1979–1985
260 SE / 300 SE / 300 SELR6 (M103)2,6 l / 3,0 ldo 188 KM1985–1991
380 SE / 380 SELV8 (M116)3,8 l218 KM (Europa)1979–1985
420 SE / 420 SELV8 (M116)4,2 l218 KM1985–1991
500 SE / 500 SELV8 (M117)5,0 l231–252 KM (zależnie od roku i katalizatora)1979–1991
560 SELV8 (M117)5,5 ldo 300 KM (Europa bez katalizatora)1985–1991
300 SD / 300 SDL / 350 SD / 350 SDLdiesel turbo R5/R63,0 l / 3,5 lok. 121–150 KM1980–1991 (tylko USA)

Bazą gamy był początkowo 280 S — jedyna wersja gaźnikowa, bez wtrysku, oferowana przed liftingiem. Czterobiegowa skrzynia automatyczna była standardem w niemal całej gamie limuzyny. Przekładnię ręczną montowano sporadycznie, głównie w wersjach sześciocylindrowych na rynek europejski. Przy jednostkach V8, w tym w 560, praktycznie nie występowała.

Osobną, mniej znaną gałęzią były diesle. Wersje 300 SD i 300 SDL, a pod koniec produkcji 350 SD i 350 SDL, budowano głównie z myślą o rynku amerykańskim. Tam ropa była tania, a przepisy o zużyciu paliwa nakazywały producentom oferować oszczędne warianty. W Europie diesla w klasie S kupowali nieliczni. Ostatni z tej rodziny, 350 SD/SDL, miał silnik R6 o pojemności 3,5 litra i moc około 136 KM. Wszedł do oferty dopiero na lata 1990–1991 i jeździł wyłącznie po amerykańskich drogach.

Mercedes 560 SEL — flagowa limuzyna serii

Na szczycie gamy limuzyn stał 560 SEL. Handlowe „560" odnosiło się do jednostki M117 o pojemności 5,5 litra — dużego V8, który w europejskiej wersji bez katalizatora rozwijał do 300 KM. Z katalizatorem moc spadała do 279 KM, a w pełnym amerykańskim pakiecie emisyjnym do 238 KM. Wersja istniała wyłącznie po liftingu, od 1985 roku, i tylko w długim nadwoziu SEL. Krótkiego 560 SE nie sprzedawano w Europie — budowano go jedynie na rynek amerykański. Dla wielu klientów właśnie 560 SEL był celem wizyty w salonie Mercedesa: najdłuższa, najmocniejsza i najlepiej wyposażona limuzyna w ówczesnej ofercie marki.

560 SEL wieńczył gamę limuzyny — najdłuższe nadwozie i największy z V8, jednostka M117 o pojemności 5,5 litra. Dla wielu klientów to był docelowy Mercedes, po który jechało się do salonu.
Calreyn88 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
560 SEL wieńczył gamę limuzyny — najdłuższe nadwozie i największy z V8, jednostka M117 o pojemności 5,5 litra. Dla wielu klientów to był docelowy Mercedes, po który jechało się do salonu.

Obok limuzyny istniała rodzina coupé, oznaczona kodem C126 i sprzedawana pod literami SEC. Dwudrzwiowy model zadebiutował na targach IAA we Frankfurcie we wrześniu 1981 roku i był osobną konstrukcją o własnym charakterze — opisujemy go w oddzielnym artykule. Coupé stanowiło mniejszą część produkcji: łączny wynik 892 123 egzemplarzy dzieli się na 818 063 sedany i 74 060 coupé.

Na koniec drobiazg z internetowych ogłoszeń. Czasem trafia się w nich zapis „W127". Taki kod nie istnieje — to literówka i zawsze chodzi o W126.

Mopf 1985, czyli druga młodość serii 126

We wrześniu 1985 roku, znów na targach we Frankfurcie, Mercedes pokazał gruntownie odświeżoną serię 126 — po niemiecku Modellpflege, w skrócie Mopf. Z zewnątrz najłatwiej rozpoznać ją po zderzakach. Przed liftingiem były chromowane, po nim zintegrowano je z nadwoziem i lakierowano w kolorze karoserii, co wygładziło całą sylwetkę. Zmieniły się też aluminiowe felgi i rysunek tylnych świateł.

Więcej działo się pod maską. Sześciocylindrowy M110 ustąpił nowszemu M103, benzynowe V8 urosło z 3,8 do 4,2 litra, a na szczycie gamy pojawiła się nowa rodzina 560. Doszedł też nowy diesel. Do wyposażenia bezpieczeństwa dołączył układ kontroli trakcji ASR, przeznaczony dla wersji V8. Odświeżony W126 sprzedawał się przez kolejnych sześć lat i to auta poliftingowe stanowią dziś większość egzemplarzy na rynku.

Zderzaki w kolorze nadwozia to najprostszy znak serii po modernizacji z 1985 roku, która wygładziła całą sylwetkę. Pod maską tego 300 SE pracuje już nowszy sześciocylindrowy M103.
M 93 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0 de)
Zderzaki w kolorze nadwozia to najprostszy znak serii po modernizacji z 1985 roku, która wygładziła całą sylwetkę. Pod maską tego 300 SE pracuje już nowszy sześciocylindrowy M103.

Samochód kanclerza i papieża

W latach 80. W126 woził ludzi władzy. Najlepszym przykładem jest Helmut Kohl — kanclerz Republiki Federalnej Niemiec i architekt zjednoczenia kraju — który jeździł opancerzoną klasą S serii 126. Miał przy tym przyzwyczajenie łamiące protokół: nigdy nie siadał na tylnej kanapie. Zawsze zajmował miejsce z przodu, obok kierowcy.

Fotel pasażera przygotowano specjalnie dla niego: wzmocniony, z wydłużonym zakresem regulacji. Razem z telefonem i faksem należał do najważniejszych elementów wyposażenia auta. Tylna kanapa, obita tym samym szarym welurem co przednie fotele, pozostawała pusta. Kierowca ustawiał samochód pod rezydencją kanclerską w Bonn zawsze prawą stroną do wejścia, tak żeby drzwi pasażera znalazły się pod zadaszeniem. Dzięki temu Kohl wysiadał suchą nogą niezależnie od pogody.

Telefon przy konsoli środkowej należał do najdroższych dodatków epoki i był stałym elementem tego gabinetu na kołach. Kanclerz Kohl zajmował właśnie ten przedni fotel pasażera, specjalnie pod niego przygotowany.
Wikisearcher / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Telefon przy konsoli środkowej należał do najdroższych dodatków epoki i był stałym elementem tego gabinetu na kołach. Kanclerz Kohl zajmował właśnie ten przedni fotel pasażera, specjalnie pod niego przygotowany.

Klasa S serii 126 woziła też innych. W połowie lat 80. sedanów tej generacji używał Watykan — jako oficjalnych aut do przejazdów Jana Pawła II. Trzeba tu rozdzielić dwie rzeczy. Odkryty pojazd, z którego papież pokazywał się tłumom, tak zwany papamobile, Mercedes zbudował na podwoziu terenowej klasy G, nie na W126. Seria 126 obsługiwała w Watykanie zwykłe, zamknięte przejazdy.

Dlaczego Mercedes nigdy tego nie powtórzył

W 1991 roku W126 ustąpił miejsca następcy, oznaczonemu W140. Tu zaczyna się historia, która najlepiej tłumaczy dzisiejszy sentyment do poprzednika. Nowa klasa S urosła: była wyższa, cięższa i bardziej okazała. W trakcie prac jej wymiary rosły dalej, a proporcje, których pilnował Sacco, zaczęły się rozjeżdżać. W sporze o gabaryty projektanta przegłosował dział inżynieryjny.

Sacco później publicznie żałował — tak można streścić jego wypowiedzi — że W140 wyszedł o kilka centymetrów za wysoki. Spór o rozmiar skłócił go z częścią firmy i osłabił jego pozycję. Prasa motoryzacyjna oceniła W140 podobnie: jako auto zbyt ciężkie i mniej eleganckie od poprzednika. W126 pozostał ostatnią klasą S, w której proporcje wygrały z pokusą pokazania rozmiaru i przepychu.

Ta sama filozofia „ostatniej starej szkoły" łączy W126 z młodszym o parę lat modelem klasy niżej. Mercedes W124 — klasa średnia z tej samej epoki — do dziś uchodzi za auto zbudowane bez kompromisów, na zapas. Powstawał według reguł, które marka później porzuciła. Obie generacje wyznaczają ten sam moment w historii Stuttgartu: chwilę, gdy o kształcie samochodu decydowała jeszcze inżynieria.

Ile kosztuje W126 w Polsce w 2026 roku

Produkcja w niemieckim Sindelfingen skończyła się w 1991 roku, ale to nie był koniec W126. Montownia w East London w Republice Południowej Afryki składała auto z niemieckich części jeszcze przez dwa, trzy lata. Źródła podają rozbieżnie datę końca: rok 1993 albo 1994. Do Polski egzemplarze trafiały z drugiej ręki. Fala importu ruszyła na początku lat 90., razem z transformacją ustrojową, gdy przeciętny obywatel mógł wreszcie kupić wymarzone auto z Zachodu. Mercedes był w PRL synonimem najwyższego statusu, a zamożniejsi kupujący sprowadzali używane W126 z Niemiec przez całą dekadę.

Dziś to auto ma w Polsce żywe, zorganizowane środowisko. Działa Ogólnopolski Klub Mercedesa W126, który co roku urządza zlot w weekend po Bożym Ciele. Każda edycja odbywa się w innym regionie kraju, a numeracja zlotów sięgnęła już ósemki. Osobny klub mają właściciele coupé SEC. Sam podział na klub sedanów i osobny klub coupé pokazuje skalę tej społeczności. Więcej o środowisku znajdziesz w przeglądzie klubów Mercedes-Benz w Polsce.

Rozpiętość cen jest duża, bo o wartości decyduje stan i dokumentacja, nie sam model. Poniższe widełki pochodzą z przeglądu ofert z lipca 2026 roku i są orientacyjne. W segmencie eksploatacyjnym — wysoki przebieg, brak dokumentacji — sedany R6 kosztują około 10–30 tysięcy złotych. Sedany V8 w tym samym segmencie to mniej więcej 20–50 tysięcy, a coupé SEC około 40–60 tysięcy. Egzemplarze zadbane i udokumentowane wyceniane są wyżej: sedany V8 sięgają 60–130 tysięcy. Za 560 SEL trzeba wtedy zapłacić około 150–180 tysięcy, a za coupé SEC 130–160 tysięcy. Auta kolekcjonerskie i małoprzebiegowe dochodzą do około 250 tysięcy złotych. Przed zakupem radzimy przejrzeć bieżące oferty, bo rynek klasyków zmienia się z miesiąca na miesiąc.

Zobacz ogłoszenia Mercedesów na klasyk.pl

Najczęstsze pytania o Mercedesa W126

Czy Mercedes W126 to S-klasa?

Tak. W126 to druga generacja modelu oficjalnie noszącego nazwę klasy S, produkowana w latach 1979–1991. Poprzedzał ją W116, a zastąpił W140. Litera S pochodzi od niemieckiego Sonderklasse, czyli klasy specjalnej.

Ile wyprodukowano Mercedesów W126?

Łącznie 892 123 egzemplarze — 818 063 sedany i 74 060 coupé. To najliczniej produkowana klasa S w historii marki; żadna kolejna generacja nie przekroczyła tego wyniku. W126 był też produkowany najdłużej ze wszystkich generacji, bo aż dwanaście lat.

Jaki silnik W126 jest uważany za najlepszy?

Najczęściej wskazywane są benzynowe V8 z rodziny M117, o pojemnościach 5,0 i 5,5 litra, montowane w wersjach 500 i 560. Ceni się je za kulturę pracy i trwałość przy odpowiednim serwisie. To opinia często powtarzana w środowisku, nie obiektywny werdykt — sześciocylindrowe benzyny bywają wybierane ze względu na niższe koszty utrzymania.

Czy W126 to dobry samochód?

W swojej epoce był punktem odniesienia w dziedzinie bezpieczeństwa i jakości wykonania — to pierwszy seryjny samochód świata z poduszką powietrzną sprzężoną z napinaczem pasów. Solidność konstrukcji przełożyła się na status poszukiwanego klasyka. Ocena konkretnego egzemplarza zależy jednak od jego stanu i historii, a to już temat na osobny poradnik zakupowy.

Po artykule

Masz Mercedes-Benz Klasa S w garażu?

Pokaż go ludziom, którzy właśnie o nim czytają – dodaj bezpłatne ogłoszenie.

Dodaj bezpłatne ogłoszenie Zobacz ogłoszenia Mercedes-Benz
0 zł – bez prowizji i bez opłat za odnowienie Ogłoszenie czyta redaktor, nie algorytm Zostaje na giełdzie, aż sprzedasz

Zobacz również

Sedan 124 w tunelu aerodynamicznym, 1984. To tutaj spokojna bryła Sacco przestawała być kwestią gustu, a stawała się fizyką — strugi powietrza zdradzały, czy nadwozie naprawdę jest tak śliskie, jak miało być. Wynik: współczynnik oporu w okolicach 0,28, le

Mercedes W124. Historia auta bez daty ważności

Zimą 1980/81 w studiu stylistyki w Sindelfingen pewien człowiek odrzucił to, co modne, na rzecz tego, co ponadczasowe. Decyzja Bruna Sacco zdefiniowała Mercedesa W124 — auto, które miało nie mieć daty ważności. I do dziś jej nie ma.

Zadbany W140 potrafi dziś wyglądać jak nowy — pod warunkiem, że poprzedni właściciel traktował go jak Klasę S, a nie jak auto robocze. Ten egzemplarz stoi na nieoryginalnych felgach w stylu AMG.

Mercedes W140 — poradnik zakupowy: wady, ceny, wersje

Najtańszy bilet do prawdziwej Klasy S kosztuje dziś od jakichś dwudziestu tysięcy złotych. Problem w tym, że w takie auto trzeba od razu włożyć drugie tyle. Poradnik zakupowy W140: które wersje mają sens, co psuje się najdrożej i jak nie kupić wraka.

Egzemplarze z lat 1989–1991 mają pełne cynkowanie nadwozia i uchodzą za najzdrowsze blacharsko w całej historii modelu. Właśnie takiego, późnego Mopf, szuka dziś kupujący myślący o klasyku na lata.

Mercedes W126 i C126 — poradnik zakupowy 2026

Dwa egzemplarze tego samego Mercedesa W126 dzieli na polskim rynku nawet 200 tysięcy złotych. O tej różnicy decydują przede wszystkim korozja i kompletność dokumentacji. Wyjaśniamy, co sprawdzić przed zakupem sedana i coupé SEC w 2026 roku.

Tak wygląda 124, którego szukasz po oględzinach — zdrowy, kompletny, w ruchu, bez śladu prowizorek. Ten sedan ze współczesnej sesji heritage pełni tu rolę wzorca: pokazuje stan, do którego porównujesz każdy egzemplarz z ogłoszenia. Większość aut z placu o

Mercedes W124 wady. Jak kupić i nie wdepnąć

Sprzedawca mówi „lakier oryginalny, bez rdzy". Prawda czeka niżej — za plastikową listwą progu, tam, gdzie nikt nie zaglądał od trzydziestu lat. To pierwsza lekcja kupowania W124: rdza nie kłamie, sprzedawca czasem tak. Oto mapa pułapek przed oględzinami.

klasyczny-samochod

Historia Mercedes-Benz – od patentu Benza po W124

Karl Benz i Gottlieb Daimler nigdy razem nie pracowali. W latach 80. XIX wieku każdy z nich, niezależnie, budował w swoim warsztacie samochód z silnikiem benzynowym. Pół wieku później ich firmy się połączą.

S 500 Grand Edition: pięciolitrowe V8 M119 uchodzi wśród znawców za najbardziej zrównoważony wybór w gamie — osiągi godne Klasy S bez ekstrawagancji dwunastki.

Mercedes W140 — silniki. S600, V12 7.3 Brabus i diesle

BMW pierwsze odpaliło seryjną dwunastkę, więc Stuttgart odpowiedział własnym sześciolitrowym V12 i przesunął premierę największej limuzyny świata. Tak powstał M120 — silnik, który napędził S600, urósł u Brabusa do 7,3 litra i trafił potem do Pagani Zondy.

Więcej: W126 1979-1991 ▸
ikona klasyk.pl