Przejdź do treści

Mercedes W126 — kompletny przewodnik. Ostatnia stara klasa S

Chromowane zderzaki i wtopione w błotnik listwy to znak wczesnej serii 126 sprzed liftingu. W tej sylwetce, niższej i cieńszej od poprzednika, Sacco zmieścił najbardziej opływowego dużego sedana swoich czasów.
Rutger van der Maar / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
Chromowane zderzaki i wtopione w błotnik listwy to znak wczesnej serii 126 sprzed liftingu. W tej sylwetce, niższej i cieńszej od poprzednika, Sacco zmieścił najbardziej opływowego dużego sedana swoich czasów.

892 tysiące egzemplarzy — żadna późniejsza klasa S nie zbliżyła się do tego wyniku. W126 był pierwszym autem świata z poduszką powietrzną i napinaczem pasów, i ostatnim flagowcem Mercedesa, w którym proporcje wygrały z przepychem.

Spis treści (9)
  1. Po kryzysie naftowym: S-klasa, która miała ważyć mniej
  2. Pierwszy Mercedes narysowany pod okiem Bruno Sacco
  3. Poduszka powietrzna debiutuje właśnie tutaj
  4. Wersje i silniki — od 260 SE do 560 SEL
  5. Mopf 1985, czyli druga młodość serii 126
  6. Samochód kanclerzy i prezesów
  7. Dlaczego Mercedes nigdy tego nie powtórzył
  8. Ile kosztuje W126 w Polsce w 2026 roku
  9. Najczęstsze pytania o Mercedesa W126

Po kryzysie naftowym: S-klasa, która miała ważyć mniej

Żaden flagowy sedan Mercedesa nie rozszedł się tak szeroko jak ten. Przez dwanaście lat produkcji z taśm zjechało 892 123 egzemplarzy Mercedesa W126 — więcej niż w przypadku którejkolwiek kolejnej generacji klasy S. Auto pokazano na targach IAA we Frankfurcie we wrześniu 1979 roku, seryjną produkcję ruszono w grudniu, a ostatnie sztuki schodziły z linii jeszcze w 1991 roku. To był też ostatni raz, gdy najważniejszy model marki powstawał według reguł, do których Stuttgart później nie wrócił.

Punktem wyjścia był kryzys. Kiedy zespół inżynierski zaczynał prace nad następcą W116 — poprzedniej klasy S produkowanej w latach 1972–1980 — w pamięci wciąż tkwił pierwszy kryzys naftowy z 1973 roku. Do tego dochodziły coraz ostrzejsze amerykańskie normy emisji i bezpieczeństwa. Decyzja zapadła wcześnie: kolejny duży Mercedes miał być lżejszy i oszczędniejszy od poprzednika. Wielkość schodziła na drugi plan.

Nad kształtem pracowano w tunelu aerodynamicznym. Przemodelowano przód i zderzaki, a wycieraczki schowano pod krawędzią maski, żeby nie zaburzały opływu powietrza. Współczynnik oporu spadł do 0,36 — na przełomie lat 70. i 80. wynik dla dużego sedana bardzo dobry. Lżejsze materiały i stopy w połączeniu z pracą nad opływowością dały około 10 procent oszczędności paliwa względem W116. Dla auta tej wielkości była to zmiana, którą właściciel czuł na stacji benzynowej.

280 S był bazą gamy — jedyną wersją gaźnikową, od której zaczynał się cennik W126. Nawet ten najskromniejszy wariant korzystał z tej samej pracy w tunelu aerodynamicznym co V8 na szczycie oferty.
Rutger van der Maar / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
280 S był bazą gamy — jedyną wersją gaźnikową, od której zaczynał się cennik W126. Nawet ten najskromniejszy wariant korzystał z tej samej pracy w tunelu aerodynamicznym co V8 na szczycie oferty.

W126 wpisywał się w linię, którą Mercedes ciągnął od dekad — historia marki od początku wiązała najdroższy model z technicznym przywództwem. Tym razem to przywództwo miało się przełożyć na mniejsze zużycie paliwa i lepszą aerodynamikę.

Pierwszy Mercedes narysowany pod okiem Bruno Sacco

Za wygląd W126 odpowiadał zespół projektowy, którym kierował Bruno Sacco. Pochodził z włoskiego Udine, a szefem designu Mercedes-Benz został w 1975 roku. Wcześniejsze modele marki nosiły jeszcze rękę jego poprzedników. W126 był pierwszym pełnym projektem, który powstał od pierwszej kreski do produkcji już pod jego kierunkiem. Sacco nie rysował go w pojedynkę — nad autem pracował cały dział stylistyki, a on nadawał kierunek i pilnował, żeby proporcje trzymały się przyjętej filozofii. To moment, w którym zaczął mówić własnym głosem jako architekt całej gamy Mercedesa na kolejne dekady.

Sacco pracował według zasady, którą nazywał poziomą jednorodnością (horizontal homogeneity): każdy model marki, od najmniejszego po flagowy sedan, ma być natychmiast rozpoznawalny jako Mercedes dzięki wspólnemu językowi formy. Najmniejsze auto gamy i największą limuzynę miało łączyć wyraźne pokrewieństwo wizualne. W126 stał się wzorcem tego myślenia — punktem odniesienia dla mniejszych modeli, które przyszły po nim. Sylwetka broniła się długo: nie zestarzała się przez dwanaście lat produkcji ani specjalnie przez kolejne dekady.

Napis 380 SE na klapie oznacza mniejsze z dwóch V8, z którymi gama startowała, jeszcze sprzed modernizacji. Zwarta, pozioma bryła tyłu to podpis Sacco — proporcje, które broniły się przez dwanaście lat produkcji.
OSX / Wikimedia Commons (domena publiczna)
Napis 380 SE na klapie oznacza mniejsze z dwóch V8, z którymi gama startowała, jeszcze sprzed modernizacji. Zwarta, pozioma bryła tyłu to podpis Sacco — proporcje, które broniły się przez dwanaście lat produkcji.

Poduszka powietrzna debiutuje właśnie tutaj

Najważniejsze, co W126 wniósł do motoryzacji, nie było widać na zdjęciach. To pierwszy seryjny samochód świata wyposażony w poduszkę powietrzną kierowcy sprzężoną z pirotechnicznym napinaczem pasów. Poduszki jako pojedyncze urządzenie próbowano już wcześniej — amerykański General Motors oferował je opcjonalnie w kilku modelach w połowie lat 70. Nowością Mercedesa był kompletny układ: poduszka i napinacz reagujące na ten sam sygnał czujnika, ładunek pirotechniczny napinający trzypunktowy pas w ułamku sekundy, zanim rozwinie się poduszka.

Za tą nowością stała inna filozofia. Amerykańskie próby z lat 70. traktowały poduszkę jako zamiennik pasa. Mercedes odwrócił to założenie i zaprojektował poduszkę jako uzupełnienie pasa — pas zapina kierowca, a poduszka chroni większą powierzchnię ciała tam, gdzie sam pas nie wystarcza. To podejście zdefiniowało późniejszy standard branżowy, znany jako SRS. Układ powstał wspólnie z firmą Bosch.

Chronologia była rozciągnięta w czasie i łatwo ją pomylić. Pierwsze egzemplarze S-klasy z tym systemem trafiły do klientów już w grudniu 1980 roku, w limitowanej partii. W styczniu i lutym 1981 roku z linii zjechało ponad sto kolejnych aut. Publiczną, światową premierę systemu Mercedes urządził na salonie w Amsterdamie w lutym 1981 roku, a miesiąc później pokazał go ponownie w Genewie. Poduszka i napinacz były wtedy płatną opcją — dopłata wynosiła 1525,50 marki niemieckiej, według producenta równowartość około 780 euro. W pierwszym roku po wprowadzeniu na tę opcję zdecydowało się 2636 klientów S-klasy.

Dalej system rozszerzał się stopniowo. Od 1982 roku poduszkę z napinaczem można było zamówić w całej gamie Mercedesa. W wersjach na rynek amerykański poduszka kierowcy stała się wyposażeniem standardowym od 1985 roku. Drugą poduszkę, dla pasażera z przodu, dołożono jako opcję od września 1987 roku.

Dwie inne technologie, które często wiąże się z W126, w rzeczywistości przyszły do niego z poprzednika. Elektroniczny układ ABS zapobiegający blokowaniu kół zadebiutował w produkcyjnym aucie już w W116, w 1978 roku. W W126 stał się jedynie coraz szerzej dostępny, aż po standard w całej gamie. Podobnie turbodoładowany diesel: pierwszą taką klasą S był W116 300SD z 1978 roku, a W126 tę tradycję kontynuował. Prawdziwie nową techniką był w tym aucie układ poduszki z napinaczem. ABS i turbodiesel odziedziczył po poprzedniku.

Wersje i silniki — od 260 SE do 560 SEL

Nazewnictwo W126 czyta się jak kod i warto go rozszyfrować raz. Litera S oznacza Sonderklasse, czyli klasę specjalną. E to Einspritzmotor — silnik z wtryskiem paliwa. L (jak niemieckie lang) to długa wersja nadwozia z rozstawem osi wydłużonym o 140 milimetrów. D to diesel, a C — coupé. Krótka limuzyna SE mierzyła 5020 mm długości przy rozstawie osi 2935 mm, a wersja SEL rozciągała się do 5160 mm, z rozstawem 3075 mm. Te dodatkowe 140 milimetrów trafiały w całości do przestrzeni na nogi z tyłu, gdzie zwykle siedział ktoś, komu za jazdę płacono.

Gama silników rozpięta była szeroko — od spokojnej sześciocylindrowej benzyny po duże jednostki V8. Poniższa tabela obejmuje wyłącznie limuzynę. Moce podano w koniach mechanicznych i w części wersji różniły się one zależnie od rynku i roku, bo kolejne normy emisji zabierały po kilka koni.

WersjaSilnikPojemnośćMocLata
280 S / 280 SE / 280 SELR6 (M110)2,7 lok. 185 KM (wersje z wtryskiem)1979–1985
260 SE / 300 SE / 300 SELR6 (M103)2,6 l / 3,0 ldo 188 KM1985–1991
380 SE / 380 SELV8 (M116)3,8 l218 KM (Europa)1979–1985
420 SE / 420 SELV8 (M116)4,2 l218 KM1985–1991
500 SE / 500 SELV8 (M117)5,0 l231–252 KM (zależnie od roku i katalizatora)1979–1991
560 SELV8 (M117)5,5 ldo 300 KM (Europa bez katalizatora)1985–1991
300 SD / 300 SDL / 350 SD / 350 SDLdiesel turbo R5/R63,0 l / 3,5 lok. 121–150 KM1980–1991 (tylko USA)

Bazą gamy był początkowo 280 S — jedyna wersja gaźnikowa, bez wtrysku, oferowana przed liftingiem. Skrzynia automatyczna, czterobiegowa, była standardem w praktycznie całej gamie limuzyny. Manual pojawiał się sporadycznie w wersjach sześciocylindrowych na rynek europejski i był rzadkością, a przy V8 i przy 560 praktycznie nie występował.

Osobną, mniej znaną gałęzią były diesle. Wersje 300 SD, 300 SDL, a pod koniec produkcji 350 SD i 350 SDL budowano głównie z myślą o rynku amerykańskim. Tam ropa była tania, a normy spalania nakazywały producentom oferować oszczędne warianty. W Europie diesla w klasie S kupował mało kto. Ostatni z tej rodziny, 350 SD/SDL, miał silnik R6 o pojemności 3,5 litra i moc około 136 KM. Wszedł do oferty dopiero w latach 1990–1991 i jeździł wyłącznie po amerykańskich drogach.

Mercedes 560 SEL — flagowa limuzyna serii

Na szczycie gamy limuzyny stał 560 SEL. Handlowe „560" odnosiło się do jednostki M117 o pojemności 5,5 litra — dużego V8, który w europejskiej wersji bez katalizatora rozwijał do 300 KM. Z katalizatorem moc spadała do 279 KM, a w pełnym amerykańskim pakiecie emisyjnym do 238 KM. To była wersja wyłącznie poliftingowa, dostępna od 1985 roku i tylko w długim nadwoziu SEL — krótki 560 SE budowano jedynie na rynek amerykański. Dla wielu kupujących właśnie 560 SEL był tym, po co się szło do salonu Mercedesa: najdłuższą, najmocniejszą i najlepiej wyposażoną limuzyną, jaką marka miała wtedy w ofercie.

560 SEL wieńczył gamę limuzyny — najdłuższe nadwozie i największy z V8, jednostka M117 o pojemności 5,5 litra. Dla wielu klientów to był docelowy Mercedes, po który jechało się do salonu.
Calreyn88 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
560 SEL wieńczył gamę limuzyny — najdłuższe nadwozie i największy z V8, jednostka M117 o pojemności 5,5 litra. Dla wielu klientów to był docelowy Mercedes, po który jechało się do salonu.

Obok limuzyny istniała rodzina coupé, oznaczona jako C126 i sprzedawana pod literami SEC. Dwudrzwiowe auto zadebiutowało na targach IAA we Frankfurcie we wrześniu 1981 roku i było osobną konstrukcją o własnym charakterze — to temat na oddzielną opowieść. W hubie wystarczy odnotować, że coupé stanowiło mniejszą część produkcji: na 892 123 wszystkich egzemplarzy przypadło 818 063 sedanów i 74 060 coupé.

Na koniec drobiazg, który krąży po internetowych ogłoszeniach. Czasem trafia się zapis „W127". Taki kod nie istnieje — to zwykła literówka i chodzi zawsze o W126.

Mopf 1985, czyli druga młodość serii 126

We wrześniu 1985 roku, znów na targach we Frankfurcie, Mercedes pokazał gruntownie odświeżoną serię 126 — po niemiecku Modellpflege, w skrócie Mopf. Najłatwiej rozpoznać ją z zewnątrz po zderzakach. Wcześniejsze były chromowane, po liftingu zintegrowano je z nadwoziem i lakierowano w kolorze karoserii, co wygładziło całą sylwetkę. Zmieniły się też felgi aluminiowe i rysunek tylnych świateł.

Więcej działo się pod maską. Sześciocylindrowy M110 ustąpił nowszemu M103, benzynowe V8 3,8 litra urosło do 4,2 litra, a na szczycie gamy pojawiła się nowa rodzina 560. Doszedł też świeży diesel. Równolegle rozszerzano wyposażenie bezpieczeństwa: ABS obejmował coraz więcej wersji, poduszka powietrzna trafiła do standardu aut amerykańskich, a dla V8 pojawił się układ kontroli trakcji ASR. Odświeżony W126 sprzedawał się przez kolejne sześć lat i to właśnie egzemplarze poliftingowe stanowią dziś większość aut na rynku.

Zderzaki w kolorze nadwozia to najprostszy znak serii po modernizacji z 1985 roku, która wygładziła całą sylwetkę. Pod maską tego 300 SE pracuje już nowszy sześciocylindrowy M103.
M 93 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0 de)
Zderzaki w kolorze nadwozia to najprostszy znak serii po modernizacji z 1985 roku, która wygładziła całą sylwetkę. Pod maską tego 300 SE pracuje już nowszy sześciocylindrowy M103.

Samochód kanclerzy i prezesów

W latach 80. W126 był autem, którym się rządziło. Najlepiej pokazuje to Helmut Kohl, kanclerz Republiki Federalnej Niemiec i architekt zjednoczenia kraju, który jeździł opancerzoną klasą S serii 126. Miał przy tym przyzwyczajenie, które łamało protokół. Kohl nigdy nie kazał się wozić z tylnej kanapy — zawsze siadał z przodu, obok kierowcy.

Ten fotel pasażera przygotowano pod niego specjalnie: wzmocniony, z wydłużonym zakresem regulacji, obok telefonu i faksu należał do najważniejszego wyposażenia auta. Tylna kanapa, obita tym samym szarym welurem co fotele z przodu, jeździła pusta. Kierowca podprowadzał samochód pod rezydencję kanclerską w Bonn zawsze od prawej strony, tak żeby drzwi pasażera znalazły się pod zadaszeniem i Kohl wysiadał suchą nogą niezależnie od pogody.

Telefon przy konsoli środkowej należał do najdroższych dodatków epoki i był stałym elementem tego gabinetu na kołach. Kanclerz Kohl zajmował właśnie ten przedni fotel pasażera, specjalnie pod niego przygotowany.
Wikisearcher / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Telefon przy konsoli środkowej należał do najdroższych dodatków epoki i był stałym elementem tego gabinetu na kołach. Kanclerz Kohl zajmował właśnie ten przedni fotel pasażera, specjalnie pod niego przygotowany.

Klasa S serii 126 woziła też innych. W połowie lat 80. sedanów Mercedesa tej generacji używał Watykan — jako oficjalnego auta do przejazdów Jana Pawła II. Trzeba tu rozdzielić dwie rzeczy. Odkryty pojazd, z którego papież pokazywał się tłumom, tak zwany papamobile, Mercedes zbudował na podwoziu terenowej klasy G, nie na W126. Rola serii 126 w Watykanie ograniczała się do zwykłych, zamkniętych przejazdów.

Dlaczego Mercedes nigdy tego nie powtórzył

W 1991 roku W126 ustąpił miejsca następcy, oznaczonemu W140. I tu zaczyna się historia, która najlepiej tłumaczy, czemu poprzednika wspomina się dziś z takim sentymentem. Nowa klasa S urosła — była wyższa, cięższa i bardziej okazała. W trakcie prac jej wymiary rosły dalej, a proporcje, których pilnował Sacco, zaczęły się psuć. Projektant w kwestii gabarytów został przegłosowany przez dział inżynieryjny.

Sacco później publicznie żałował, że W140 wyszedł, parafrazując jego słowa, o kilka centymetrów za wysoki. Spór o rozmiar postawił go na kursie kolizyjnym z częścią firmy i osłabił jego pozycję. Prasa motoryzacyjna oceniła W140 podobnie — jako auto zbyt ciężkie i mniej eleganckie od poprzednika. W126 pozostał ostatnią klasą S, w której proporcje wygrały z pokusą pokazania rozmiaru i przepychu.

Ta sama filozofia „ostatniej starej szkoły" łączy W126 z młodszym o parę lat bratem z niższej półki. Mercedes W124 — klasa średnia z tej samej epoki — do dziś uchodzi za auto zbudowane bez kompromisów, na zapas, według reguł, które marka później porzuciła. Obie generacje wyznaczają ten sam moment w historii Stuttgartu — chwilę, gdy o kształcie flagowca decydowała jeszcze inżynieria.

Ile kosztuje W126 w Polsce w 2026 roku

Produkcja w niemieckim Sindelfingen skończyła się w 1991 roku, ale to nie był koniec W126. Montownia w Republice Południowej Afryki, w East London, składała auto z niemieckich części jeszcze przez dwa, trzy lata — źródła podają rozbieżnie rok 1993 albo 1994. Do Polski egzemplarze trafiały jednak inną drogą. Fala importu ruszyła na początku lat 90., razem z transformacją ustrojową, gdy przeciętny obywatel mógł wreszcie kupić wymarzone auto z Zachodu. Mercedes był w PRL synonimem najwyższego statusu, a zamożniejsza część rynku sprowadzała używane W126 z Niemiec przez całą dekadę.

Dziś to auto ma w Polsce żywą, zorganizowaną scenę. Działa Ogólnopolski Klub Mercedesa W126, który co roku organizuje zlot w weekend po Bożym Ciele. Każda edycja wypada w innym regionie kraju, a ostatnie liczono już w ósmych numerach. Istnieje też własny klub coupé, dla właścicieli SEC. To, że społeczność rozdzieliła się na klub sedanów i osobny klub dwudrzwiówek, samo w sobie mówi, jak dużo tych aut wciąż jeździ. Więcej o środowisku znajdziesz w przeglądzie klubów Mercedes-Benz w Polsce.

Ceny są mocno rozstrzelone, bo o wartości decyduje stan i dokumentacja, nie sam model. Poniższe widełki pochodzą z przeglądu ofert z lipca 2026 roku i są orientacyjne. W segmencie eksploatacyjnym, przy wysokim przebiegu i bez dokumentacji, sedany R6 kosztują około 10–30 tysięcy złotych. Sedany V8 z tej półki to mniej więcej 20–50 tysięcy, a coupé SEC około 40–60 tysięcy. Egzemplarze zadbane i udokumentowane są droższe: sedany V8 sięgają 60–130 tysięcy. Za 560 SEL trzeba wtedy zapłacić około 150–180 tysięcy, a za coupé SEC 130–160 tysięcy. Egzemplarze kolekcjonerskie i małoprzebiegowe dochodzą do około 250 tysięcy złotych. Przed zakupem warto sprawdzić bieżące oferty, bo rynek klasyka rusza się z miesiąca na miesiąc.

Zobacz ogłoszenia Mercedesów na klasyk.pl

Najczęstsze pytania o Mercedesa W126

Czy Mercedes W126 to S-klasa?

Tak. W126 to druga generacja modelu oficjalnie noszącego nazwę klasy S, produkowana w latach 1979–1991. Poprzedzał ją W116, a zastąpił W140. Nazwa S pochodzi od niemieckiego Sonderklasse, czyli klasa specjalna.

Ile wyprodukowano Mercedesów W126?

Łącznie 892 123 egzemplarzy — 818 063 sedany i 74 060 coupé. To najliczniej produkowana klasa S w historii marki; żadna kolejna generacja nie przekroczyła tego wyniku. Trzeba dodać, że W126 był też produkowany najdłużej, bo aż dwanaście lat.

Jaki silnik W126 jest uważany za najlepszy?

Najczęściej wskazuje się na benzynowe V8 z rodziny M117 o pojemności 5,0 i 5,5 litra, montowane w wersjach 500 i 560. Cenione są za kulturę pracy i trwałość przy odpowiednim serwisie. To opinia często powtarzana w środowisku, a nie obiektywny werdykt — sześciocylindrowe benzyny bywają wybierane ze względu na niższe koszty utrzymania.

Czy W126 to dobry samochód?

W swojej epoce był punktem odniesienia dla bezpieczeństwa i jakości wykonania — to pierwszy seryjny samochód świata z poduszką powietrzną sprzężoną z napinaczem pasów. Konstrukcję ceni się za solidność, co przełożyło się na status poszukiwanego klasyka. Ocena konkretnego egzemplarza zależy jednak od jego stanu i historii, a to już temat na osobny poradnik zakupowy.

Po artykule

Masz Mercedes-Benz Klasa S w garażu?

Pokaż go ludziom, którzy właśnie o nim czytają — dodaj bezpłatne ogłoszenie.

Dodaj bezpłatne ogłoszenie Zobacz ogłoszenia Mercedes-Benz
0 zł — bez prowizji i bez opłat za odnowienie Ogłoszenie czyta redaktor, nie algorytm Zostaje na giełdzie, aż sprzedasz

Zobacz również

Obniżony dach, bezramkowe szyby i brak słupka za drzwiami dają bok otwarty na całej długości — cecha, która definiuje SEC do dziś. Nadwozie coupé wycięto z limuzyny, skracając płytę podłogową o 85 milimetrów.

Mercedes SEC (C126) — coupé klasy S i szczyt 560 SEC

SEC to skrót, który rozwija się jako S-Klasse-Einspritzmotor-Coupé — dwudrzwiowa klasa S. Przyjęte w 1981 roku chłodno, dziś należy do najbardziej pożądanych Mercedesów epoki, ze szczytem w postaci 560 SEC i AMG 6.0 Wide Body.

Tak wygląda 124, którego szukasz po oględzinach — zdrowy, kompletny, w ruchu, bez śladu prowizorek. Ten sedan ze współczesnej sesji heritage pełni tu rolę wzorca: pokazuje stan, do którego porównujesz każdy egzemplarz z ogłoszenia. Większość aut z placu o

Mercedes W124 wady. Jak kupić i nie wdepnąć

Sprzedawca mówi „lakier oryginalny, bez rdzy". Prawda czeka niżej — za plastikową listwą progu, tam, gdzie nikt nie zaglądał od trzydziestu lat. To pierwsza lekcja kupowania W124: rdza nie kłamie, sprzedawca czasem tak. Oto mapa pułapek przed oględzinami.

Egzemplarze z lat 1989–1991 mają pełne cynkowanie nadwozia i uchodzą za najzdrowsze blacharsko w całej historii modelu. Właśnie takiego, późnego Mopf, szuka dziś kupujący myślący o klasyku na lata.

Mercedes W126 i C126 — poradnik zakupowy 2026

Za piętnaście tysięcy i za dwieście tysięcy złotych stoi to samo oznaczenie modelu. O różnicy decyduje rdza, łańcuch rozrządu i teczka dokumentów. Oto jak w 2026 roku odróżnić okazję od dobrze pomalowanego trupa — sedan i coupé SEC naraz.

SL 600 R129 w ruchu — sesja Mercedes-Benz Classic z 2021 roku. W trzydziestej rocznicy debiutu V12 marka pokazała ten model jako auto, którym wciąż się jeździ. Nie eksponat. Egzemplarz w drodze.

Mercedes SL R129 — kluby, fora, zloty 2026 i Lady Diana

24 maja 2026, Toruń. Setki mercedesów na lotnisku Aeroklubu Pomorskiego, parada 140 wybranych aut starówką, próba Rekordu Guinnessa. Wśród nich kilkanaście R129 — ten sam model, którym 35 lat temu jeździła Lady Diana, dziś stały gość polskich zlotów.

Sedan 124 w tunelu aerodynamicznym, 1984. To tutaj spokojna bryła Sacco przestawała być kwestią gustu, a stawała się fizyką — strugi powietrza zdradzały, czy nadwozie naprawdę jest tak śliskie, jak miało być. Wynik: współczynnik oporu w okolicach 0,28, le

Mercedes W124. Historia auta bez daty ważności

Zimą 1980/81 w studiu stylistyki w Sindelfingen pewien człowiek odrzucił to, co modne, na rzecz tego, co ponadczasowe. Decyzja Bruna Sacco zdefiniowała Mercedesa W124 — auto, które miało nie mieć daty ważności. I do dziś jej nie ma.

Więcej: W126 1979-1991 ▸
ikona klasyk.pl