
Honda NSX łączyła V6 za kabiną z dobrą widocznością i wygodnym wnętrzem. Aluminiowe nadwozie samonośne miało pomóc ograniczyć masę auta, w którym przewidziano klimatyzację, ABS i kontrolę trakcji.
Marka · Japonia

Soichiro Honda zbudował imperium na jednym przekonaniu: silnik spalinowy to instrument, który można stroić jak skrzypce. Ta obsesja na punkcie doskonałości mechanicznej przenika każdy klasyczny model Hondy – od miniaturowego S600 po supersamochód NSX, w którym Ayrton Senna osobiście dopracowywał zawieszenie.
NSX z 1990 roku to samochód, który przestraszył Ferrari: aluminiowe nadwozie, centralny V6 VTEC, niezawodność jak w Civicu. S2000 z silnikiem F20C kręcącym się do 9000 obrotów to najprecyzyjniejszy roadster lat 2000. CRX z końca lat 80. to minimalistyczny sport w czystej formie – poniżej tony wagi, powyżej 160 KM. A Civic Type R (EK9) udowodnił, że przedni napęd nie jest przeszkodą, gdy silnik jest arcydziełem.
Klasyczne Hondy drożeją w oszałamiającym tempie – NSX podwoił cenę w pięć lat, S2000 tuż za nim. Ale wczesne Preludes, CRX-y czy Integry Type R to wciąż auta, w których płacisz za frajdę, a nie za snobizm.
| Rysunek | Model | Produkcja | Artykuły | |
|---|---|---|---|---|
| Prelude | 1978–2001 | 1 artykuł | ||
| S2000 | 1999–2009 | 6 artykułów | ||
| NSX NA1/NA2 | 1 artykuł |
Dziś na giełdzie nie ma ogłoszeń tej marki. Jeśli masz takie auto albo części do niego, Twoje ogłoszenie będzie tu pierwsze – jest bezpłatne i zostaje, aż sprzedasz.

Honda NSX łączyła V6 za kabiną z dobrą widocznością i wygodnym wnętrzem. Aluminiowe nadwozie samonośne miało pomóc ograniczyć masę auta, w którym przewidziano klimatyzację, ABS i kontrolę trakcji.

Accord, Prelude, Concerto, Ballade, Quintet, Jazz – Honda nadawała modelom muzyczne nazwy. Tylko tu nazwa trafiła w rolę: preludium zapowiada większy utwór, a Prelude miała technikę, którą rynek dostał lata później. Pięć generacji coupé z lat 1978–2001.

Honda S2000 ma dwa miejsca, napęd na tył, manual i wolnossący silnik kręcący się do 9000 obr./min. Dziś rynek coraz ostrzej odróżnia zdrowe auta od zajeżdżonych i przerabianych, a pierwsze roczniki mają już ponad ćwierć wieku.

Honda zbudowała go na pięćdziesiąte urodziny. Dała mu silnik z czterema cylindrami, który kręcił się na wyższych obrotach niż niejedno Ferrari, napęd na tył i tylko ręczną skrzynię. A potem, w 2009 roku, po prostu przestała.

Ogłoszenie wygląda idealnie. Lakier lśni, wnętrze bez śladu zużycia, cena rozsądna. Tyle że najważniejsze w S2000 kryje się od spodu, gdzie zdjęcia z otomoto nie sięgają – i to właśnie tam czeka rachunek, którego nikt nie pokazuje na fotkach.

Silnik F20C kręcił się wyżej niż niejedno Ferrari, a podwozie pierwszej S2000 (kod AP1) nastrojono tak, że na mokrym łuku samo ustawiało się bokiem. To nagłe zarzucenie tyłem świat nazywa snap oversteer. Jedno i drugie zaprojektowano świadomie.

Honda S2000 miała zagrać epizod: jaskraworóżowy roadster dziewczyny, która w fabule nie robi prawie nic. A wyszło tak, że ten samochód ukształtował wyobrażenie milionów ludzi o japońskiej motoryzacji – o JDM, autach budowanych na rodzimy rynek Japonii.

Właściciel S2000 w 2026 roku trafia na pole minowe, którego nie widać z fotela kierowcy. Z jednej strony strefy czystego transportu, z drugiej żółte tablice, które niby się należą – a w praktyce nie.