Przejdź do treści

Papaya Orange – historia koloru, który wyjechał z toru na ulicę

A251591_web_1920_colour_storm_papaya_orange

Lando Norris ma mistrza, ale czy jego bolid jest tak kultowy jak... Audi A2? Papaya Orange to nie tylko F1. Od teutońskiej mandarynki po australijskie V8 – oto obsesyjny raport o autach, które ukradły kolor McLarena.

Spis treści (4)
  1. Teutoniczna Mandarynka: Audi A2 i desperacja w kodzie LY2B
  2. V8 w sosie słodko-kwaśnym: Holden Torana LX SS
  3. Najtańsza Papaja świata: Tata Nano
  4. Dlaczego to kochamy?

Stało się. Lando Norris mistrzem świata. Woking pewnie wciąż polewa się szampanem, a w siedzibie McLarena kolor Papaya Orange zyskał właśnie status relikwii, którą powinno się wciągać na maszt przy dźwiękach hymnu narodowego. I słusznie, bo to barwa z historią, duszą i wyścigowym DNA Bruce’a McLarena.

Ale gdy opadnie konfetti i ucichną silniki V6 turbo, spójrzmy prawdzie w oczy: świat motoryzacji to miejsce cudownego chaosu i przypadkowych kradzieży tożsamości. McLaren może i rości sobie prawa do "Papai", ale ten bezlitośnie szczery, niemetalizowany pomarańcz lądował na karoseriach aut, które z Formułą 1 miały tyle wspólnego, co kosiarka spalinowa z lotem na Marsa.

Zamiast pisać kolejną laurkę dla Norrisa, zróbmy coś, co tygrysy lubią najbardziej: zanurkujmy w odmęty kodów lakierniczych i sprawdźmy, kto jeszcze miał czelność ubrać się w te barwy. Przed wami subiektywny przegląd "Innych Papai", w którym główną rolę gra pewne aluminiowe jajko z Niemiec.

Teutoniczna Mandarynka: Audi A2 i desperacja w kodzie LY2B

Jeśli myślicie, że Papaya Orange to synonim prędkości, to znaczy, że nigdy nie widzieliście Audi A2 w wersji colour.storm.

Cofnijmy się do roku 2003. Audi ma w ofercie samochód genialny i tragiczny zarazem. A2 jest z aluminium, waży tyle co nic, jest aerodynamiczne jak kropla wody i... nikt go nie chce. Klienci wolą nudne Golfy, bo A2 wygląda jak przybysz z innej planety, który zgubił się w drodze na targi designu. Co robi zarząd w Ingolstadt? Zamiast zmienić inżynierię, postanawia zmienić opakowanie.
 

Tak powstaje edycja colour.storm. Pomysł był prosty: weźmy te poważne, niemieckie, aluminiowe nadwozia i pomalujmy je w kolory, od których bolą zęby. Gwiazdą zestawienia zostaje lakier o kodzie LY2B – Papaya Orange.

To nie był żaden perłowy wymysł. To był lakier typu "solid" – płaski, graficzny, niemal przemysłowy. W połączeniu z matowymi, czarnymi plastikami (które miały udawać terenowy sznyt, a wyglądały jak klocki LEGO), A2 wyglądało jak pachołek drogowy, który uciekł z robót publicznych. Czy to uratowało sprzedaż? Oczywiście, że nie. Ale dziś, po dwóch dekadach, A2 w kolorze Papaya to Święty Graal youngtimerów. To jeżdżący pomnik czasów, gdy Audi miało więcej odwagi niż księgowi rozsądku. Jeśli zobaczysz takie na ulicy – kłaniaj się nisko. To rzadszy widok niż McLaren na polskich blachach.

V8 w sosie słodko-kwaśnym: Holden Torana LX SS

Przenieśmy się teraz na Antypody, gdzie słowo "subtelność" nie występuje w słowniku, a "ekologia" w latach 70. oznaczała jedynie to, żeby nie przejechać kangura. Witamy w świecie Holdena.

W Australii Papaya Orange nie była krzykiem rozpaczy marketingowców, ale barwą wojenną. Holden Torana LX SS z lat 1976–1978 to muscle car w formacie hatchbacka. Pod maską bulgotało V8, a na karoserii dumnie błyszczał lakier o kodzie 568-17777, oficjalnie nazwany "Papaya".
 

Australijczycy zrobili to jednak po swojemu. Tamtejsza "Papaja" była nieco ciemniejsza, bardziej "brudna", idealnie pasująca do spalonej słońcem ziemi Outbacku. Co najlepsze, Holden często łączył ten wściekły pomarańcz z wnętrzem w kolorze... brązowym. Tak, dobrze czytacie. Pomarańczowa blacha i brązowy welur. W 1976 roku to był szczyt stylu, dziś to dowód na to, że lata 70. były jedną wielką, psychodeliczną imprezą.

Dla kolekcjonerów z Australii oryginalna Torana w kolorze "Factory Papaya" to obiekt kultu. To barwa aposematyczna – w przyrodzie oznacza "nie jedz mnie, jestem trujący", na drodze oznaczała "nie ścigaj się ze mną, mam V8 i hamulce zrobione z nadziei".

Najtańsza Papaja świata: Tata Nano

A teraz spadamy z wysokiego C na samo dno cennika. Oto ironia losu w najczystszej postaci. Mamy McLarena F1 LM i mamy... Tatę Nano.

Samochód, który miał zmotoryzować Indie, kosztował tyle, co lepszy rower i miał jedną wycieraczkę, również oferował w palecie kolor o nazwie Papaya Orange (kod TA083). Różnica mocy między bolidem Norrisa a Nano wynosi jakieś... no, wszystko. A jednak nazwa jest ta sama.
 

Tata Nano w tym kolorze miała być wesoła i młodzieżowa. Miała krzyczeć na ulicach Bombaju: "Patrzcie, stać mnie na auto!". Niestety, historia Nano skończyła się smutno, bo nikt nie chciał jeździć symbolem taniości. Ale trzeba oddać Hindusom jedno – mieli tupet. Nazwać lakier w toczydle o mocy 37 koni tak samo, jak w autach wygrywających Le Mans, to marketingowe mistrzostwo świata.

Dlaczego to kochamy?

Można by jeszcze wspomnieć o Porsche (które ma swoje "Signal Orange", a współcześnie "Papaya Metallic" w Macanie, ale to już nie to samo – za dużo w tym błysku, za mało szczerości) czy o Jeepach, ale wniosek jest jeden.

Lando Norris zdobył mistrzostwo i chwała mu za to. Ale prawdziwymi bohaterami koloru Papaya są te wszystkie dziwne, niepasujące do rzeczywistości auta, które nosiły go z dumą na publicznych drogach.

Lakier typu solid w odcieniu dojrzałej papai jest bezlitosny. Nie ma w nim metalicznego ziarna, pod którym można ukryć rysy czy niedoskonałości. Jest szczery do bólu. Tak jak szczere było inżynieryjne szaleństwo twórców Audi A2 czy australijska brawura Holdena.

Więc gdy będziecie dziś wznosić toast za Lando, wypijcie też mały kieliszek za kierowców Audi A2 w kolorze LY2B. Oni prowadzą swoje małe, pomarańczowe bolidy każdego dnia, i – w przeciwieństwie do kierowców F1 – muszą sami płacić za paliwo.

Zobacz również

Nadwozie B3 dostało w 1986 roku pełny ocynk i dwunastoletnią gwarancję na przerdzewienie. Dlatego takie egzemplarze do dziś stoją przy polnych drogach — i wciąż jeżdżą.

Audi 80 — kompletny przewodnik po modelu (B1–B4)

„Audik — prawie nówka!" — tak w 1993 roku komisant wciskał Karwowskiemu Audi 80 w „Czterdziestolatku". Dziś tych aut przetrwało tyle, że to najtańsza uczciwa droga do klasyka. Sprawdzamy ceny, generacje i quattro.

Pierwsza Prelude, rocznik 1979. Pod blachą leżała wydłużona płyta podłogowa Accorda, na zewnątrz — coupé, jakiego Honda wcześniej w gamie nie miała.

Honda Prelude — kompletny przewodnik (1978–2001)

Honda Prelude to sportowe coupé, w którym marka sprawdzała nowe rozwiązania przed resztą gamy. Przewodnik po pięciu generacjach z lat 1978–2001; nowa hybryda z 2025 roku nie ma z nimi technicznego związku poza napędem na przód.

BMW 735i na górskiej drodze o zmierzchu. Ta powściągliwa bryła, ganiona w połowie lat dziewięćdziesiątych za brak prezencji, dziś czyta się jako klasa

BMW Seria 7 E38 — kompletny przewodnik

BMW E38 to Seria 7 z lat 1994–2001, generacja między E32 a E65. Ostatnia siódemka, którą dało się zamówić z manualną skrzynią biegów. Przewodnik po odmianach nadwoziowych, technice i tym, dlaczego ten projekt broni się do dziś.

Odrestaurowany Volkswagen Scirocco I 1.6 z 1980 roku w czerwonym lakierze — przód z lewej strony, cztery okrągłe reflektory i czarna atrapa ze znaczkiem VW. Zdjęcie z wystawy NEC Restoration Show w Birmingham, marzec 2022.

VW Scirocco I i II — historia, wersje i silniki klasyka

W marcu 1974 Volkswagen pokazał w Genewie coupé Scirocco — dwa miesiące przed premierą Golfa, z którym dzieliło płytę podłogową. Dwie generacje zostały na tej płycie do 1992 roku. Scirocco III z lat 2008–2017 to już inna epoka i inna technika.

Volkswagen Scirocco III sprzed liftingu w zielonym lakierze Viperngrün — ujęcie 3/4 z przodu, seryjne kołpaki i ciemny dach, egzemplarz zaparkowany przy ulicy.

VW Scirocco III (2008–2017) — silniki, usterki i ceny

Scirocco III wróciło do gamy w 2008 roku, po szesnastu latach przerwy, i zostało ostatnim sportowym coupé Volkswagena. Powstało 272 436 egzemplarzy, a lifting z 2014 roku wymienił całe rodziny silników. Przy zakupie decydują więc silnik i rocznik.

Więcej: Historia ▸
ikona klasyk.pl