Honda S2000 ma dwa miejsca, napęd na tył, manual i wolnossący silnik kręcący się do 9000 obr./min. Dziś rynek coraz ostrzej odróżnia zdrowe auta od zajeżdżonych i przerabianych, a pierwsze roczniki mają już ponad ćwierć wieku.
Właściciel S2000 w 2026 roku trafia na pole minowe, którego nie widać z fotela kierowcy. Z jednej strony strefy czystego transportu, z drugiej żółte tablice, które niby się należą — a w praktyce nie.
Honda S2000 miała zagrać epizod: jaskraworóżowy roadster dziewczyny, która w fabule nie robi prawie nic. A wyszło tak, że ten samochód ukształtował wyobrażenie milionów ludzi o japońskiej motoryzacji — o JDM, autach budowanych na rodzimy rynek Japonii.
Silnik F20C kręcił się wyżej niż niejedno Ferrari, a podwozie pierwszej S2000 (kod AP1) nastrojono tak, że na mokrym łuku samo ustawiało się bokiem. To nagłe zarzucenie tyłem świat nazywa snap oversteer. Jedno i drugie zaprojektowano świadomie.
Ogłoszenie wygląda idealnie. Lakier lśni, wnętrze bez śladu zużycia, cena rozsądna. Tyle że najważniejsze w S2000 kryje się od spodu, gdzie zdjęcia z otomoto nie sięgają — i to właśnie tam czeka rachunek, którego nikt nie pokazuje na fotkach.
Honda zbudowała go na pięćdziesiąte urodziny. Dała mu silnik z czterema cylindrami, który kręcił się na wyższych obrotach niż niejedno Ferrari, napęd na tył i tylko ręczną skrzynię. A potem, w 2009 roku, po prostu przestała.
Między koncepcyjnym coupé z Frankfurtu a seryjnym autem z salonu przybyła w zasadzie jedna rzecz: tylna boczna szyba. Tak powstało pierwsze Audi TT. Dziś o wartości egzemplarza rozstrzygają wersja i udokumentowana historia.
24 maja 2026, Toruń. Setki mercedesów na lotnisku Aeroklubu Pomorskiego, parada 140 wybranych aut starówką, próba Rekordu Guinnessa. Wśród nich kilkanaście R129 — ten sam model, którym 35 lat temu jeździła Lady Diana, dziś stały gość polskich zlotów.
SL 500 z 1996 roku za 95 000 PLN i sprzedawca, który przysięga, że hardtop w komplecie, a hydraulika dachu po regeneracji. W 2026 cały R129 łapie się wiekowo na żółte tablice — pytanie tylko, co sprawdzić, żeby nie kupić bomby.
Marzec 1989. Genewa. Na stoisku Mercedesa staje samochód, który ma zastąpić ikonę produkowaną od 1971 roku. Linię narysował Włoch z Udine, a pałąk sam wystrzeliwał przy wywrotce. Ćwierć wieku po końcu produkcji wracamy do początku tej historii.
Zainstaluj naszą aplikację klasyk.pl na swoim urządzeniu!
1. Stuknij ikonę Udostępnij (kwadrat ze strzałką).
2. Wybierz "Dodaj do ekranu początkowego".
1. Otwórz menu (trzy kropki lub pasek menu).
2. Wybierz "Dodaj do ekranu głównego" lub "Zainstaluj aplikację".
Twoja podróż po klasykach zaczyna się tutaj.
Żeby ten klasyk jechał płynnie, używamy cookies do pomiaru ruchu i skuteczności ogłoszeń.
Możesz zaakceptować wszystkie albo zostać przy niezbędnych.
Polityka prywatności.