Przejdź do treści

Mercedes W140 – silniki. S600, V12 7.3 Brabus i diesle

BMW pierwsze odpaliło seryjną dwunastkę, więc Stuttgart odpowiedział własnym sześciolitrowym V12 i przesunął premierę największej limuzyny świata. Tak powstał M120 – silnik, który napędził S600, urósł u Brabusa do 7,3 litra i trafił potem do Pagani Zondy.

S 500 Grand Edition: pięciolitrowe V8 M119 uchodzi wśród znawców za najbardziej zrównoważony wybór w gamie – osiągi godne Klasy S bez ekstrawagancji dwunastki.
S 500 Grand Edition: pięciolitrowe V8 M119 uchodzi wśród znawców za najbardziej zrównoważony wybór w gamie – osiągi godne Klasy S bez ekstrawagancji dwunastki. Zdjęcie: Budwi / Wikimedia, CC BY-SA 4.0
W tym tekście7 części
  1. Wyścig na cylindry
  2. M120. Pierwszy seryjny V12 Mercedesa
  3. Sześć i osiem cylindrów: M104 oraz M119
  4. Diesle dla cierpliwych
  5. AMG S 70 i Brabus 7.3 S
  6. Drugie życie dwunastki. Pagani Zonda
  7. Najczęstsze pytania o silniki W140

Wyścig na cylindry

Najczęściej wpisywana w wyszukiwarkę wersja Mercedesa W140 to S 600 – sześciolitrowe V12 o mocy około 400 KM, szczyt gamy limuzyny, która sama w sobie była szczytem ambicji Stuttgartu. Ten silnik nie powstałby, gdyby nie jeden ruch konkurencji. W 1987 roku BMW wprowadziło model 750i w nadwoziu E32 z dwunastocylindrowym silnikiem – pierwszym seryjnym V12 w powojennym niemieckim samochodzie. Mercedes nie miał czym odpowiedzieć i musiał to zmienić.

Daimler-Benz postanowił dorównać swojemu najostrzejszemu konkurentowi. Prace nad nowym silnikiem, oznaczonym M120, ruszyły w 1988 roku pod kierunkiem Kurta Obländera, z myślą o nadchodzącej generacji Klasy S. Cała limuzyna była już w projekcie, a teraz trzeba było zmieścić w niej dwunastkę zdolną pobić BMW. Kosztowało to i pieniądze, i czas – premiera W140 przesunęła się o około półtora roku.

To była klasyczna eskalacja. Jeśli rywal pokazał dwanaście cylindrów, odpowiedź musiała mieć ich nie mniej i dawać więcej mocy. Pod maskę W140 i spokrewnionego coupé C140 trafiło w sumie siedem jednostek – od diesli kupowanych dla świętego spokoju po dwunastki dostrajane później przez AMG i Brabusa. Wszystkie żyły w cieniu tej jednej.

S 600 z góry: proporcje, które w 1991 roku szokowały. Pod maską efekt wyścigu zbrojeń z BMW – pierwsza seryjna dwunastka Mercedesa.
S 600 z góry: proporcje, które w 1991 roku szokowały. Pod maską efekt wyścigu zbrojeń z BMW – pierwsza seryjna dwunastka Mercedesa. Zdjęcie: OWS Photography / Wikimedia, CC BY 4.0

M120. Pierwszy seryjny V12 Mercedesa

M120 to pierwszy dwunastocylindrowy silnik, jaki Mercedes-Benz wprowadził do produkcji seryjnej. Koncepcyjnie marka bawiła się dwunastką już w latach 60., przy limuzynie „Grosser" 600 – podobno powstał wtedy siedmioipółlitrowy prototyp, który nigdy nie trafił na taśmę. Dopiero W140 dostał jednostkę zbudowaną od podstaw z myślą o masowej produkcji. Sześć litrów, dwanaście cylindrów w układzie widlastym o rozwarciu 60 stopni, dokładnie 5987 cm³.

Konstrukcyjnie był to dla Stuttgartu skok generacyjny. Blok odlano z aluminium w technologii closed-deck – z zamkniętym pokładem, czyli sztywniejszą górną częścią bloku. Gładzie cylindrów utwardzono warstwą o wysokiej zawartości krzemu, dzięki czemu inżynierowie obeszli się bez żeliwnych tulei, zachowując twardą, mało ścieralną powierzchnię. Głowice dostały po dwa wałki rozrządu i cztery zawory na cylinder, podczas gdy wcześniejsze silniki marki zadowalały się jednym wałkiem i dwoma zaworami. Rozrząd napędza łańcuch, nie pasek. Do tego doszedł sekwencyjny wtrysk wielopunktowy i zmienne fazy rozrządu na wałku dolotowym.

Sześć litrów, dwanaście cylindrów, czterdzieści osiem zaworów. M120 pod maską coupé – silnik, który powstał, żeby dogonić BMW, a skończył w Pagani Zondzie.
Sześć litrów, dwanaście cylindrów, czterdzieści osiem zaworów. M120 pod maską coupé – silnik, który powstał, żeby dogonić BMW, a skończył w Pagani Zondzie. Zdjęcie: Indie102 / Wikimedia, CC0

M120 wszedł do produkcji w 1990 roku, a do W140 trafił rok później. Na starcie oddawał 408 KM przy 5200 obr./min i 580 Nm. Od września 1992 roku moc spadła do 394 KM, a moment do 570 Nm – i to jest ciekawsza historia, niż się wydaje. Pierwotna kalibracja wzbogacała mieszankę przy pełnym obciążeniu, wtryskując więcej paliwa, niż dopuszczały normy pracy katalizatora. Po fali publicznej krytyki Daimler-Benz wycofał się z tej praktyki i przestroił sterowanie silnika. Jednostka oddała czternaście koni, które wcześniej dorabiała sobie kosztem czystości spalin.

W S 600 ta dwunastka rozpędzała ogromną limuzynę do setki w około sześć sekund – zależnie od rozstawu osi i rocznika wychodziło od 6,0 do 6,6 s. Prędkość maksymalną odcinano elektronicznie przy 250 km/h, zgodnie z nieformalnym porozumieniem niemieckich producentów. Ciekawsze od tych liczb było to, jak silnik pracuje. M120 projektowano tak, żeby nie musiał krzyczeć – na jałowym obrocie ledwie wyczuwalny, pod obciążeniem oddawał stłumiony pomruk, który tylko przypominał, że z przodu pracuje dwanaście cylindrów. Ten sam silnik trafił też pod maskę roadstera SL R129 jako 600 SL.

Sześć i osiem cylindrów: M104 oraz M119

Dwunastka definiowała wizerunek, ale napędzała mniejszość. Przez całą produkcję V12 trafił do około 44 tysięcy egzemplarzy W140 i coupé C140 – mniej więcej co dziesiątego. Reszta jeździła na sześciu albo ośmiu cylindrach. To właśnie te silniki wozili na co dzień właściciele, dla których Klasa S była narzędziem, nie manifestem.

Bazę gamy stanowił rzędowy M104 – sześciocylindrowa jednostka z żeliwnym blokiem, aluminiową głowicą, dwoma wałkami i czterema zaworami na cylinder. To rozwiązanie zrywało z prostszą szkołą starszych rzędowych szóstek marki pokroju M110. Wersja 2,8 l dawała 193 KM i napędzała 300 SE, przemianowane po liftingu na S 280. Mocniejsza 3,2 l występowała w dwóch kalibracjach: 217 KM we wcześniejszych rocznikach i 231 KM po modernizacji z 1994 roku, w S 320. To był silnik do jeżdżenia – oszczędniejszy i prostszy od jednostek widlastych, choć w tak ciężkim nadwoziu jego osiągi wypadały skromnie.

Wyżej stał M119 – widlasta ósemka również z czterema zaworami na cylinder i zmiennymi fazami rozrządu, rozwiązaniem zaawansowanym jak na schyłek lat 80. W odmianie 4,2 l oddawał około 279 KM w modelu S 420, a w wersji 5,0 l około 320 KM w S 500. Rozbieżności między katalogami rzędu kilku koni biorą się z różnych norm pomiaru, nie z fabrycznych zmian. Wśród znawców W140 to pięciolitrowa ósemka uchodzi za najbardziej zrównoważony benzynowy wybór – daje osiągi godne Klasy S bez ekstrawagancji dwunastki.

S 500 w dwukolorowym malowaniu z epoki. Pod maską M119 – widlasta ósemka ze zmiennymi fazami rozrządu, technika ze schyłku lat 80., która starzeje się z godnością.
S 500 w dwukolorowym malowaniu z epoki. Pod maską M119 – widlasta ósemka ze zmiennymi fazami rozrządu, technika ze schyłku lat 80., która starzeje się z godnością. Zdjęcie: Ethan Llamas / Wikimedia, CC BY-SA 4.0
SilnikPojemnośćMocLataWersje
M104 R62,8 l193 KM1991–⁠1998300 SE / S 280
M104 R63,2 l217–⁠231 KM1991–⁠1998300 SE/SEL / S 320
M119 V84,2 lok. 279 KM1991–⁠1998400 SE/SEL / S 420
M119 V85,0 lok. 320 KM1991–⁠1998500 SE/SEL / S 500
M120 V126,0 l394–⁠408 KM1991–⁠1998600 SE/SEL / S 600
OM603 R6 diesel3,5 l150 KM1992–⁠1996300 SD / S 350 Turbodiesel
OM606 R6 diesel3,0 l177 KM1996–⁠1998S 300 Turbodiesel

Diesle dla cierpliwych

Na drugim biegunie gamy stały dwa diesle, kupowane z zupełnie innych pobudek niż S 600. Nikt nie brał wysokoprężnej Klasy S dla prestiżu – brało się ją, bo miała jeździć długo i bez niespodzianek. Pierwszym był OM603, rzędowa szóstka 3,5 l o mocy 150 KM, montowana w 300 SD od października 1992 roku, a po zmianie nazewnictwa w S 350 Turbodiesel. Konstrukcja sięgała korzeniami połowy lat 80. i jednego wałka rozrządu.

300 SD Turbodiesel z rynku amerykańskiego. Diesel w Klasie S brzmiał za oceanem egzotycznie, a woził właścicieli przez setki tysięcy kilometrów.
300 SD Turbodiesel z rynku amerykańskiego. Diesel w Klasie S brzmiał za oceanem egzotycznie, a woził właścicieli przez setki tysięcy kilometrów. Zdjęcie: Ethan Llamas / Wikimedia, CC BY-SA 4.0

OM603 miał swoją słabość: przy przeciążeniu potrafił wygiąć korbowody, co wynika z wymiarowania starszej generacji, nie z jakości wykonania. Mimo to egzemplarze o taksówkarskim rodowodzie regularnie dobijały do 800 tysięcy kilometrów. Jego następca OM606 3,0 l ze 177 KM trafił do S 300 Turbodiesel w czerwcu 1996 roku. Różnił się zasadniczo – dostał dwa wałki rozrządu zamiast jednego, przy tej samej szkole budowy bloku.

To OM606 obrósł legendą. Wśród entuzjastów uchodzi za „europejskie 2JZ", w nawiązaniu do niezniszczalnej jednostki Toyoty – udokumentowano egzemplarze z przebiegiem grubo ponad milion kilometrów na oryginalnym silniku i skrzyni. Obie jednostki dzielą rodowód z dieslami, które napędzały gamę W124. Który z nich wybrać na auto do wielkich przebiegów, podpowiada sam układ rozrządu: młodszy OM606 z dwoma wałkami ma opinię solidniejszego niż starszy OM603.

AMG S 70 i Brabus 7.3 S

Zanim w 1999 roku AMG weszło na stałe pod skrzydła Daimlera, działało jako niezależny warsztat budujący konwersje na zamówienie. Jego odpowiedzią na S 600 był S 70 AMG – silnik M120 rozwiercony do 7,0 l, dokładnie 7055 cm³, oddający 489 KM i około 720 Nm. To sto koni więcej niż w seryjnej dwunastce, okupione dodatkowym litrem pojemności. Takich jednostek 7,0 l powstało łącznie około 125, rozdzielonych między limuzyny, coupé i roadstery, a same auta trafiały głównie do klientów z Bliskiego Wschodu i Japonii.

Dalej poszedł Brabus, od zawsze samodzielny tuner z Bottrop, w Niemczech uznawany za osobnego producenta samochodów. Jego 7.3 S brał to samo M120 i rozwiercał je do 7,3 litra. Efektem było 582 KM przy 6000 obr./min i blisko 780 Nm. Dość, by rozpędzić limuzynę do setki w niespełna pięć sekund i pchać ją dalej – aż za 300 km/h, bo żaden ogranicznik nie przerywał zabawy przy 250. To była jedna z najszybszych limuzyn świata swojej epoki.

W140 na parkingu zakładu Brabusa w Bottrop. Tuner z Zagłębia Ruhry zrobił z limuzyny pocisk – z siedmiolitrową dwunastką 7.3 S na szczycie oferty.
W140 na parkingu zakładu Brabusa w Bottrop. Tuner z Zagłębia Ruhry zrobił z limuzyny pocisk – z siedmiolitrową dwunastką 7.3 S na szczycie oferty. Zdjęcie: nakhon100 / Wikimedia, CC BY 2.0

Z tym osiągiem wiąże się częste nieporozumienie. Tytuł najszybszego czterodrzwiowego sedana świata z Księgi Rekordów Guinnessa przypadł bliźniaczemu Brabusowi E V12 – zbudowanemu na mniejszym, lżejszym nadwoziu klasy E, choć z tej samej rodziny silnikowej 7,3 l. Wersja zbudowana na W140 dała tej rodzinie początek. Formalny rekord zapisał się lżejszemu kuzynowi.

W polskich realiach 7,3-⁠litrowe rekordy to jedno, a codzienne tankowanie sześciolitrowej dwunastki to drugie. Na jednym z forów użytkownik opisał przeróbkę swojego 600 SEL na gaz. W miejscu koła zapasowego stanęła 60-⁠litrowa butla, do tego dwa reduktory (po jednym na każdy rząd cylindrów), dwanaście wtryskiwaczy i podgrzewanie na zimę. Spalanie spadło z początkowych 34 do 23 litrów gazu na sto kilometrów w mieście, a silnik, jak relacjonował, „jedzie na pełnym bucie do końca". Tak wygląda utrzymanie flagowca Stuttgartu w polskich realiach: butla w miejscu koła zapasowego i dwanaście wtryskiwaczy gazu. Zachowane Brabusy i AMG pojawiają się dziś na giełdzie klasyk.pl rzadko i osiągają ceny kolekcjonerskie.

Drugie życie dwunastki. Pagani Zonda

Historia M120 nie skończyła się w Stuttgarcie. Na początku lat 90. młody argentyński konstruktor Horacio Pagani poznał Juana Manuela Fangio – pięciokrotnego mistrza świata Formuły 1, wówczas szefa Mercedes-Benz Argentina. Fangio uwierzył w projekt na tyle, że uruchomił swoje kontakty w Stuttgarcie i wynegocjował dla Paganiego dostawę silnika. Był nim właśnie dopiero co rozwinięty V12 AMG wywodzący się z M120.

Auto miało nosić nazwę „Fangio F1", w hołdzie mentorowi. Fangio zmarł w 1995 roku, zanim projekt trafił na rynek, więc Pagani z szacunku dla przyjaciela zmienił nazwę na Zonda – od ciepłego wiatru znad andyjskich Kordylierów. Pierwsza Zonda C12 z 1999 roku dostała M120 6,0 l dostrojone przez AMG do 450 KM. Kolejne wersje szły w górę. C12-⁠S z siedmiolitrowym wariantem oddawała 550 KM, a Zonda S 7.3 – 555 KM. Torowa Zonda R rozkręciła wolnossące M120 do około 750 KM, najwięcej w całej historii tego silnika bez doładowania.

Jedno warto uściślić, bo prasa często to myli: silnik Mercedesa napędzał wyłącznie linię Zonda, mniej więcej do 2011 roku. Następczyni, Huayra, dostała już inną jednostkę AMG i z M120 nie ma konstrukcyjnie nic wspólnego. Blok, który powstał po to, żeby dorównać rywalowi z Monachium, ćwierć wieku później rozkręcał się do 750 koni pod maską hipersamochodu spod Modeny. Tak daleko zaprowadził Mercedesa wyścig na cylindry.

Najczęstsze pytania o silniki W140

Jaki silnik ma Mercedes W140?

Gama obejmowała benzynowe rzędowe szóstki M104 (2,8 i 3,2 l), widlaste ósemki M119 (4,2 i 5,0 l) oraz dwunastkę M120 6,0 l w topowym S 600. Do tego dwa diesle: OM603 3,5 l o mocy 150 KM i nowszy OM606 3,0 l ze 177 KM. Te same jednostki napędzały spokrewnione coupé C140.

Jaki jest najlepszy silnik w W140?

Zależy, czego się od auta oczekuje. Pięciolitrowa ósemka M119 uchodzi za najbardziej zrównoważony wybór benzynowy – daje osiągi godne Klasy S bez kosztów obecności dwunastu cylindrów. Kto ceni kulturę pracy i prestiż ponad wszystko, sięga po V12 z S 600. Kto liczy kilometry, wybiera diesla OM606.

Dlaczego W140 jest tak mocny?

Bo powstał w środku wyścigu zbrojeń. W 1987 roku BMW wprowadziło pierwszą powojenną niemiecką dwunastkę w modelu 750i, a Mercedes odpowiedział własnym V12 M120 – mocniejszym, pojemniejszym i z wyższym momentem obrotowym. Topowe konwersje AMG i Brabusa poszły jeszcze dalej, aż do 7,3 litra i blisko 600 KM.

Którego silnika unikać?

Najstarszy diesel OM603 przy przeciążeniu bywa podatny na gięcie korbowodów, więc jego historię eksploatacji warto sprawdzić szczególnie uważnie. Ocena stanu technicznego i realnych kosztów utrzymania każdej z jednostek wymaga jednak indywidualnych oględzin konkretnego egzemplarza.

Zobacz także: Mercedes W124 – silniki. Diesel czy benzyna

Oceń ten tekst

Średnia 5,0 z 1 oceny

Powiązane teksty

Strona modelu Mercedes-Benz Klasa S W140

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu.

Zaloguj się i skomentuj

Na giełdzie teraz

Nie ma dziś ogłoszeń Mercedes-Benz Klasa S. Zobacz, co wystawiono ostatnio.

Wszystkie ogłoszenia
ikona klasyk.pl