
Sierpień, upał, dzieci w domu. Zamiast kolejnego jeziora – hala pełna Warszaw, Syren i przedwojennych Mercedesów. Muzeów motoryzacji działa w Polsce kilkadziesiąt: od 459 aut pod jednym dachem po prywatne garaże otwierane raz w tygodniu.
Od historii
po ostatnią śrubę.

Sierpień, upał, dzieci w domu. Zamiast kolejnego jeziora – hala pełna Warszaw, Syren i przedwojennych Mercedesów. Muzeów motoryzacji działa w Polsce kilkadziesiąt: od 459 aut pod jednym dachem po prywatne garaże otwierane raz w tygodniu.

Luty 1954. Mercedes pokazuje najważniejszy samochód powojennej dekady nie we Frankfurcie ani w Genewie, lecz w Nowym Jorku. Auto z drzwiami otwieranymi do góry jak skrzydła ptaka – a jego powstania zażądał nie inżynier ani prezes, lecz importer.

Pod sklepem spółdzielni stoi granatowy blaszak z lubelskiej fabryki i czeka, aż kierowca wniesie skrzynki z pieczywem. Zza rogu wyjeżdża drugi taki wóz – ten sam model, tylko czerwony, strażacki, z drabiną na dachu. Nikt nie musi pytać, co to za auto.
Z giełdy
1980 Volkswagen Scirocco 1.620 000 zł
GAZ Wołga 24 1977 — renowacja 2008–2009, skórzane wnętrze65 000 zł
1992 Mercedes-Benz Klasa E W12428 999 zł

Jeden z najważniejszych samochodów dostawczych powojennej Europy zaczął się od odręcznego rysunku. Dwie dekady później to samo auto powiozło na Woodstock całe pokolenie.

Mechanik podnosi maskę i zagląda do komory silnika tak ciasno upakowanej, że do części śrub trzeba się dostać od spodu. W środku dwie turbosprężarki i 300 koni. Auto, które w latach 90. zawstydzało europejskie GT, dziś zawstydza właściciela rachunkiem.

Bolonia, grudzień 1993. Na Motor Show staje włoskie coupé pocięte ostrymi wcięciami, jakby przyjechało z innej dekady niż wszystko dookoła. Mało kto wie, że tę bryłę narysował młody Amerykanin – a w konkursie przegrała z nią sama Pininfarina.

Marzec 1961, droga gdzieś między Coventry a Alpami. Główny kierowca testowy Jaguara pędzi w nocy odkrytym roadsterem, który szef marki kazał dostarczyć na salon w Genewie do rana – bo jeden egzemplarz nie wystarczył, żeby opędzić się od dziennikarzy.

Latem 2026 roku na jednym portalu zmęczony Fiat Uno czeka na kupca za trzy tysiące złotych. Na drugim wypieszczone Uno Turbo i.e. kosztuje więcej niż nowe auto z salonu. Ten sam model – zwykłe Uno świat już wycenił, Turbo wciąż wymyka się wycenie.

Ford chciał dać Europie własnego Mustanga – coupé w cenie rodzinnego sedana. Zbudował je z części zwykłej Cortiny, opakował w hasło „samochód, który zawsze sobie obiecywałeś" i sprzedał blisko 1,9 miliona sztuk. Do Polski Ludowej prawie nie dojechało.

W każdą środę sezonu na błoniach PGE Narodowego staje po 500 aut – to największy cykl spotkań klasyków w Polsce. Obok niego: automobilkluby z półwieczną historią, stowarzyszenia regionalne i grupy, które łączą marki zamiast dzielić.