Przejdź do treści

Fiat Uno — Włoch dla mas, który dostał polskie drugie życie

Fiat Uno pierwszej serii — wysokie, kanciaste nadwozie, ktore Giugiaro zaprojektowal pod maksimum przestrzeni. Auto dla milionow, nie dla wybranych.
Riley / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
Fiat Uno pierwszej serii — wysokie, kanciaste nadwozie, ktore Giugiaro zaprojektowal pod maksimum przestrzeni. Auto dla milionow, nie dla wybranych.

Latem 2026 roku na jednym portalu zmęczony Fiat Uno czeka na kupca za trzy tysiące złotych. Na drugim wypieszczone Uno Turbo i.e. kosztuje więcej niż nowe auto z salonu. Ten sam model — zwykłe Uno świat już wycenił, Turbo wciąż wymyka się wycenie.

Spis treści (9)
  1. Auto z przyszłości — jak Giugiaro narysował Uno
  2. Europejski Samochód Roku 1984 i fenomen sprzedaży
  3. Silniki — od prostego 903 po rewolucyjny FIRE
  4. Uno Turbo i.e. — mały terror, który dziś kosztuje fortunę
  5. Lifting 1989 i polskie drugie życie Uno
  6. Czego się boi Uno — wady i oględziny
  7. Ile kosztuje Fiat Uno w 2026 roku?
  8. Czy Fiat Uno to już klasyk?
  9. Często zadawane pytania

Auto z przyszłości — jak Giugiaro narysował Uno

Na początku lat 80. Fiat ma kłopot, którego nie widać w folderach. Jego mały bohater, model 127, sprzedaje się jeszcze nieźle, ale technicznie należy już do poprzedniej dekady. Włosi potrzebują nowego auta w klasie miejskiej — segmencie B, czyli na półce najmniejszych rodzinnych hatchbacków. Zadanie trafia do Giorgetto Giugiaro, najbardziej wpływowego włoskiego projektanta swojego pokolenia, i do jego studia Italdesign.

Giugiaro rysuje Uno wbrew ówczesnej modzie. Zamiast niskiej, opływowej sylwetki stawia nadwozie wysokie i kanciaste — takie, w którym cztery osoby siedzą prosto, a nad głowami zostaje im jeszcze zapas. To był świadomy rachunek: zmieścić maksimum kabiny na minimalnym rzucie auta. Kanciasta bryła okazała się przy okazji zaskakująco dobra aerodynamicznie.

Uno w wersji pieciodrzwiowej z pierwszej serii. Duze szyby i pionowe sciany kabiny robily z malego auta cos, co w srodku wydawalo sie o klase wieksze.
Corvettec6r / Wikimedia Commons (PD)
Uno w wersji pieciodrzwiowej z pierwszej serii. Duze szyby i pionowe sciany kabiny robily z malego auta cos, co w srodku wydawalo sie o klase wieksze.

Nie był to jego pierwszy taki projekt dla Fiata. Kilka lat wcześniej ten sam Giugiaro dał Włochom surową, prostą jak stodoła Pandę — i Uno było jej gładszym, dopracowanym krewnym. Ta sama filozofia, ten sam prymat przestrzeni nad efekciarstwem, tylko poziom wyżej. Wysoki dach, duże szyby i pionowe ściany kabiny robiły z małego auta coś, co wewnątrz sprawiało wrażenie o klasę większego. Poprzednik, Fiat 127, przy nowym modelu wyglądał nagle staro — i to nie tylko z zewnątrz.

Kiedy Uno debiutuje w 1983 roku, Fiat reklamuje je hasłem, które dziś brzmi niemal buńczucznie: „samochód z przyszłości". Marketingowa przesada? Po części. Ale coś w tym było.

Europejski Samochód Roku 1984 i fenomen sprzedaży

Jury nie miało wątpliwości. W plebiscycie na Europejski Samochód Roku 1984 — najważniejszej nagrodzie motoryzacyjnej Starego Kontynentu, przyznawanej przez grono dziennikarzy z kilkunastu krajów — Uno zajęło pierwsze miejsce. Głosowanie rozstrzygnięto w grudniu 1983 roku, kilka miesięcy po premierze. Był w tym rys ciągłości: poprzedni mały Fiat, model 127, sięgnął po ten sam tytuł dekadę wcześniej, w 1972 roku. Włosi po prostu wiedzieli, jak robić auto dla każdego.

Konkurencja w segmencie B była wtedy zacięta jak mało gdzie. Peugeot 205 uchodził za wzór prowadzenia, Renault 5 miało lata przewagi i wierną publiczność, Volkswagen Polo brał solidnością, a Opel Corsa dopiero się rozpędzał. Uno wygrało z nimi nie jednym atutem, tylko sumą prostych zalet: było przestronniejsze w środku, niż sugerowały wymiary, tańsze w utrzymaniu i lżejsze dla portfela na stacji benzynowej.

Recepta okazała się piorunująco skuteczna. Uno szybko wskoczyło do ścisłej czołówki najlepiej sprzedających się aut w Europie i zostało tam na lata. W miastach całego kontynentu stało się widokiem tak codziennym, że przestano je zauważać — parkowało pod blokami, woziło dzieci do szkoły, służyło za pierwsze auto i za auto do pracy. Dokładnie na tym polegał plan.

Uno było autem na każdą kieszeń także w bardziej dosłownym sensie. Kupowało się je z trojgiem albo pięciorgiem drzwi, w wersjach od ascetycznych po względnie dopieszczone, z silnikami od oszczędnego, słabego benzyniaka po diesla dla tych, którzy liczyli każdy litr. Jedni brali najtańszy wariant do miasta, inni dokładali do bogatszego wyposażenia. Ale to samo nadwozie i ta sama reputacja taniego w utrzymaniu auta łączyły wszystkich — od studenta po drobnego przedsiębiorcę.

To był początek jednego z największych sukcesów Fiata w historii. Zanim model zszedł ostatecznie z taśm, na całym świecie powstało go ponad 8 milionów egzemplarzy. Uno stało się dokładnie tym, czym miało być — autem dla milionów, nie dla wybranych.

Silniki — od prostego 903 po rewolucyjny FIRE

Na starcie pod maską Uno pracowały jednostki, które Fiat znał od lat. Bazowy silnik miał 903 cm³, dolnozaworowy rozrząd (konstrukcję OHV, w której zawory otwierają popychacze i drążki) i 45 KM. Prosto, tanio, bez fajerwerków.

Prawdziwa nowość przyszła w 1985 roku. Fiat wprowadził wtedy w Uno silnik FIRE — skrót od Fully Integrated Robotised Engine, czyli „w pełni zintegrowanego, zrobotyzowanego silnika". Nazwa nie mówiła nic o osiągach, tylko o sposobie produkcji: jednostkę o pojemności 999 cm³ montowały roboty w fabryce w Termoli, według systemu, który Fiat ochrzcił mianem Robogate. Efekt był namacalny. Silnik ważył zaledwie 69 kilogramów, był prostszy i nowocześniejszy od tego, co Włosi składali wcześniej, a Uno okazało się pierwszym Fiatem, który go dostał.

FIRE okazał się strzałem w dziesiątkę. Fiat produkował go potem przez kolejne dekady i wkładał do następnych modeli — mało która jednostka tej klasy dożyła tak sędziwego wieku. Ale to w Uno zaczęła się jej kariera.

Fiat Uno 70 SL — wersja z benzynowym silnikiem 1.3 ze srodka gamy. Pod maska Uno przez lata pracowaly jednostki od oszczednego 903 po lekki, montowany przez roboty FIRE.
Vauxford / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
Fiat Uno 70 SL — wersja z benzynowym silnikiem 1.3 ze srodka gamy. Pod maska Uno przez lata pracowaly jednostki od oszczednego 903 po lekki, montowany przez roboty FIRE.

Wokół tych dwóch filarów urosła cała gama. Z czasem pojawiły się mocniejsze benzyniaki — od jednego litra po półtora — a także wersje wysokoprężne: wolnossący diesel 1,7 l o mocy 58 KM i turbodiesel 1,4 l dający 72 KM. Diesle nigdy nie były mocne, ale robiły to, czego się od nich oczekiwało: jeździły tanio i bez końca, dlatego trafiały pod maski taksówek i aut przedstawicieli handlowych. Dla kupującego dziś oznacza to jedno: pod nazwą „Uno" kryje się kilkanaście różnych aut, od leniwego, oszczędnego benzyniaka po wersje, które potrafiły zaskoczyć.

SilnikPojemnośćMocUwaga
Benzyna OHV903 cm³45 KMbazowa jednostka, dolnozaworowa
Benzyna FIRE999 cm³ok. 45 KMod 1985, lekki silnik montowany przez roboty
Benzyna FIRE/SOHC1108–1301 cm³57–68 KMśrodek gamy
Benzyna1372–1498 cm³72–75 KMnajmocniejsze wolnossące
Diesel1697 cm³58 KMwolnossący, oszczędny
Turbodiesel1372 cm³72 KMwersja doładowana
Turbo i.e. (benzyna)1301 / 1372 cm³ok. 105 / 118 KMwersja sportowa — patrz niżej

Uno Turbo i.e. — mały terror, który dziś kosztuje fortunę

Wśród setek tysięcy spokojnych Uno jedna wersja żyła własnym życiem. Uno Turbo i.e. — skrót „i.e." pochodzi od włoskiego iniezione elettronica, czyli wtrysku elektronicznego — pojawiło się w 1985 roku i było dokładnie tym, na co wygląda z nazwy: małym hatchbackiem z doładowanym silnikiem, wciśniętym w nadwozie, które ważyło tyle co nic.

Uno Turbo i.e. — maly terror pierwszej serii z doladowanym silnikiem 1.3. Dzis jeden z najbardziej rozchwytywanych kolekcjonersko wariantow Uno.
Riley / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
Uno Turbo i.e. — maly terror pierwszej serii z doladowanym silnikiem 1.3. Dzis jeden z najbardziej rozchwytywanych kolekcjonersko wariantow Uno.

Pierwsza odsłona miała silnik 1,3 (dokładnie 1301 cm³) o mocy około 105 KM i rozpędzała się do mniej więcej 200 km/h. W lekkim, ciasnym aucie z lat 80. brzmi to skromnie tylko na papierze — za kierownicą robiło wrażenie zupełnie realne. Po liftingu przyszła wersja mocniejsza: silnik 1,4 (1372 cm³) wykręcał już 118 KM i dowoził auto do 204 km/h.

I tu pojawia się ciekawostka, która dziś realnie waży przy zakupie. Zdaniem wielu entuzjastów wcześniejszy Turbo 1,3 jest lepszy od mocniejszego 1,4 — lżejszy, bardziej nerwowy, z charakterem, za który kolekcjonerzy go pokochali. Więcej koni nie zawsze znaczy więcej frajdy. To po tę wersję sięga się dziś najchętniej — a ceny, do których jeszcze wrócimy, potrafią przyprawić o zawrót głowy.

Skąd ten kult? W dużej mierze z nostalgii. W epoce hybryd i elektryków, które przyspieszają bezszelestnie i bez emocji, mały Włoch z turbodoładowaniem — z reakcją na gaz spóźnioną o ułamek sekundy i charakterystycznym kopnięciem, kiedy sprężarka wreszcie się obudzi — stał się wehikułem czasu. Kolekcjonerzy nie płacą za osiągi, bo te dziś nikogo nie zwalą z nóg. Płacą za wspomnienie jazdy, która potrafiła jednocześnie straszyć i cieszyć.

Lifting 1989 i polskie drugie życie Uno

We wrześniu 1989 roku, na Salonie Samochodowym we Frankfurcie, Fiat pokazał odświeżone Uno. Auto dostało nowy przód i przeprojektowane wnętrze; w fabrycznym żargonie zaczęła się „druga seria". Pod blachą trwała ewolucja silników, ale sylwetka Giugiaro została prawie nietknięta — bo wciąż się broniła.

We Włoszech historia modelu dobiegała jednak końca. W 1993 roku Fiat pokazał jego następcę — Punto — i to on miał przejąć pałeczkę. Produkcję włoskiego Uno wygaszono w 1995 roku. W większości zagranicznych opracowań na tym opowieść się urywa.

W Polsce dopiero się zaczynała. Bo kiedy taśmy we Włoszech stanęły, nad Wisłą Uno wciąż zjeżdżało z linii. Fiat Auto Poland — spółka wyrosła z dawnej Fabryki Samochodów Małolitrażowych — montowała je w Bielsku-Białej i w Tychach od 1994 aż do 2002 roku, a więc jeszcze siedem lat po włoskim finale. Z polskich taśm zjechało w sumie 173 416 egzemplarzy, z czego 144 826 powstało w samym Bielsku-Białej. Kiedy w 2000 roku zamknięto tam wydział nadwozi, końcówkę produkcji dokończono w Tychach.

Fiat Uno drugiej serii po liftingu z 1989 roku, rocznik 1992 — nowy, zaokraglony przod przy zachowanej sylwetce Giugiaro. To te wersje montowano w Bielsku-Bialej i Tychach.
Vauxford / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
Fiat Uno drugiej serii po liftingu z 1989 roku, rocznik 1992 — nowy, zaokraglony przod przy zachowanej sylwetce Giugiaro. To te wersje montowano w Bielsku-Bialej i Tychach.

Bielsko miało już wcześniej swój mały przebój. Zanim składano tam Uno, tę samą fabrykę rozsławił inny mały Fiat — Maluch, czyli Fiat 126p, auto, które zmotoryzowało PRL. Uno było kolejnym rozdziałem tej samej historii: włoski projekt, polskie ręce, miliony przejechanych kilometrów.

Był i smaczek dla kolekcjonerów ciekawostek. W latach 1995–1997 z Bielska wyjechało 14 774 egzemplarzy Innocenti Mille — czyli tego samego Uno, tylko sprzedawanego pod inną, historyczną marką. Dla polskiego kierowcy lat 90. model był jednym z pierwszych nowych aut składanych na miejscu, w zasięgu klasy średniej. To był czas, gdy salon z pachnącym nowością autem przestawał być luksusem dla nielicznych — a montowane w kraju Uno należało do tych, które ten próg obniżały. Według zestawień z epoki podstawowe Uno 1,0 Fire kosztowało w 1997 roku około 25–26 tysięcy złotych. Na tamte czasy realny wydatek i realne marzenie zarazem.

Sama nazwa przetrwała jeszcze dłużej — w Brazylii Fiat sprzedawał auta pod szyldem Uno do następnej dekady, ale były to już inne, późniejsze konstrukcje, nie ten klasyk.

Czego się boi Uno — wady i oględziny

Zanim pojedziesz oglądać jakiekolwiek Uno, zapamiętaj jedno słowo: rdza. To ona zabiła większość egzemplarzy i to od niej zaczyna się każde sensowne oglądanie. Sprawdza się progi, podłogi, nadkola i krawędzie drzwi — wszędzie tam, gdzie przez trzydzieści lat zbierała się wilgoć. Auto potrafi wyglądać zdrowo z daleka i sypać się pod listwami.

Trzydrzwiowe Uno pierwszej serii u schylku swojej ery, tuz przed liftingiem z 1989 roku. Wlasnie takich egzemplarzy — tanich i masowych — rdza pochlonela najwiecej.
Riley / Wikimedia Commons (CC BY 2.0)
Trzydrzwiowe Uno pierwszej serii u schylku swojej ery, tuz przed liftingiem z 1989 roku. Wlasnie takich egzemplarzy — tanich i masowych — rdza pochlonela najwiecej.

Druga rzecz to jakość, a właściwie jej brak. Uno budowano po to, żeby było tanie, i widać to w środku. Plastiki są cienkie, wykończenie budżetowe, wyposażenie w podstawowych wersjach ubogie, a poziom bezpieczeństwa — na miarę epoki, czyli dziś raczej symboliczny. Kto szuka w Uno solidności niemieckiego youngtimera, będzie rozczarowany.

Jest i druga strona medalu. Mechanicznie Uno to konstrukcja prosta i wybaczająca. Części są tanie i łatwo dostępne, a spalanie najmniejszych benzyniaków schodzi w okolice 6 l na setkę. To auto, które trudno zrujnować finansowo i tanio się utrzymuje — pod jednym warunkiem. Blacha musi być zdrowa. Rdza nie wybacza.

Praktyczny wniosek jest prosty. Jeśli szukasz taniego, sympatycznego klasyka do jeżdżenia, celuj w najzdrowszy blacharsko egzemplarz z małym silnikiem FIRE — mechanika sama się o siebie zatroszczy, a Ty będziesz walczył głównie z korozją. Jeśli marzysz o Turbo, gra toczy się o zupełnie inną stawkę: tu każdy grosz idzie w oryginalność i historię auta, a nie w liczbę koni pod maską. W obu wypadkach jedno oglądanie z latarką i magnesem powie ci więcej niż dziesięć zdjęć z ogłoszenia.

Ile kosztuje Fiat Uno w 2026 roku?

Tu wracamy do sceny z początku. Stan na lipiec 2026 roku wygląda tak: zwykłe Uno to wciąż jedno z najtańszych aut z duszą, jakie można kupić. Ceny na rynku wtórnym schodzą do 2 000 zł za egzemplarze do poprawek, a mediana ofert kręci się w okolicach 4 000 zł. Za naprawdę zadbany, kompletny egzemplarz zapłacisz do kilkunastu tysięcy, a pojedyncze wystawowe sztuki potrafią sięgać nawet 25 000 zł.

A potem jest Turbo i.e. i zupełnie inna liga. Za kolekcjonerski egzemplarz tej wersji trzeba dziś zapłacić około 90 000 zł, a najlepsze, oryginalne sztuki z niskim przebiegiem przekraczają 100 000 zł. Ten sam model, ta sama sylwetka Giugiaro — i przepaść cenowa, która mówi o rynku klasyków więcej niż niejeden raport.

Ta przepaść ma prostą logikę. Zwykłych Uno wyprodukowano miliony i sporo z nich wciąż gdzieś dojeżdża albo dogniwa, więc podaż trzyma ceny przy ziemi. Turbo i.e. było wersją niszową — kupowaną przez nielicznych, a rozbijaną i przerabianą przez jeszcze mniej ostrożnych. Zdrowych, oryginalnych sztuk zostało po prostu niewiele. Rynek klasyków płaci właśnie za tę rzadkość, nie za sam znaczek na klapie.

Jeśli szukasz swojego Uno, zobacz ogłoszenia Fiata Uno na Klasyk.pl — z tym zastrzeżeniem, że przy tak popularnym aucie liczy się nie cena z nagłówka, tylko stan konkretnego egzemplarza. Zanim pojedziesz oglądać wymarzone auto na żywo, warto też zajrzeć do kalendarza zlotów i wydarzeń — na spotkaniach miłośników włoskiej klasyki najłatwiej podpatrzeć, jak wygląda naprawdę zdrowy egzemplarz.

Czy Fiat Uno to już klasyk?

Zacznijmy od argumentów za. Najstarsze Uno przekroczyły już czterdziestkę, najmłodsze — te polskie — mają grubo ponad dwie dekady. Za modelem stoi tytuł Europejskiego Samochodu Roku 1984, nazwisko Giugiaro i historia, której nie ma żaden rywal z epoki: drugie życie na polskich taśmach, 173 416 egzemplarzy z Bielska i Tychów. Zdrowych, oryginalnych sztuk ubywa z każdym rokiem, bo rdza i złomowanie zebrały swoje żniwo. A Turbo i.e. jedzie już na osobnej fali — jego ceny rosną tak, że dawno przestało być tanim autem dla nastolatka.

Po drugiej stronie leżą fakty, których nie warto lukrować. Uno było autem masowym i budżetowym, produkowanym w milionach, z tanim wnętrzem i podstawowym bezpieczeństwem. Większość egzemplarzy dawno rozjechano albo oddano na skup. Zwykłe wersje nie mają dziś wartości kolekcjonerskiej i szybko jej nie zyskają — jest ich, mimo wszystko, wciąż za dużo.

Werdykt? Uno Turbo i.e. to już klasyk, i to z realną, mierzalną krzywą wzrostu cen. Zwykłe Uno to na razie sentymentalny youngtimer — tanie auto z duszą, które klasykiem stanie się tylko w najzdrowszych, oryginalnych egzemplarzach, tych, które ktoś uratuje, zanim będzie za późno. Jeśli planujesz jeździć takim autem na co dzień, sprawdź wcześniej przewodnik po żółtych tablicach — status zabytku zmienia rachunek za wjazd do stref czystego transportu. A dobre Uno najłatwiej kupić wtedy, gdy ma się przy sobie kogoś, kto już przez to przeszedł — na szczęście polska scena klasyków ma zaskakująco gęstą siatkę klubów.

Często zadawane pytania

Ile kosztuje Fiat Uno w 2026 roku?

Stan na lipiec 2026: zwykłe Uno kosztuje na rynku wtórnym typowo od około 2 000 do 8 000 zł, przy medianie w okolicach 4 000 zł; wyjątkowe, wystawowe egzemplarze bywają wyceniane nawet na 25 000 zł. Zupełnie osobno stoi wersja Turbo i.e. — za nią kolekcjonerzy płacą dziś około 90 000 zł, a najlepsze sztuki ponad 100 000 zł.

Ile koni ma Fiat Uno?

To zależy od wersji. Bazowy silnik 903 cm³ miał 45 KM, a większość popularnych benzyniaków mieściła się w przedziale 45–75 KM. Osobną kategorią jest Uno Turbo i.e.: wcześniejsza wersja 1,3 dawała około 105 KM, a mocniejsza 1,4 po liftingu — 118 KM.

Ile pali Fiat Uno 1.0?

Najmniejsze benzynowe Uno należą do najoszczędniejszych aut swojej epoki. Średnie zużycie jednostki litrowej schodzi w okolice 6 l na 100 km, a przy spokojnej jeździe w trasie potrafi być jeszcze niższe. To jeden z głównych powodów, dla których model przez lata był tanim „autem do pracy".

Jaka jest maksymalna prędkość Uno Turbo i.e.?

Wcześniejsze Turbo i.e. z silnikiem 1,3 rozpędzało się do około 200 km/h. Mocniejsza wersja 1,4, wprowadzona po liftingu, dowoziła auto do 204 km/h. W tak lekkim i małym nadwoziu były to osiągi, które w latach 80. robiły z Uno małego, ostrego zawadiakę.

Czym różni się Fiat Uno po liftingu z 1989 roku?

Zmiany widać z zewnątrz i słychać pod maską. Przód dostał nowy rysunek, kabinę odświeżono, a gama silników przeszła aktualizację — to wtedy topowe Turbo i.e. porzuciło jednostkę 1,3 na rzecz mocniejszej 1,4 o mocy 118 KM. Sylwetka Giugiaro została nietknięta. Dla polskiego kupującego jest jeszcze jeden trop: to właśnie tę drugą serię montowano nad Wisłą, w Bielsku-Białej i Tychach.

Po artykule

1 profil dla Fiat

Szukasz fachowca do Fiat?

W katalogu znajdziesz firmy po marce, specjalizacji i regionie.

Zobacz usługi Fiat Pokaż cały katalog
Przykładowy profil Warsztat Przykładowy Renowacja · łódzkie • Łódź

Zobacz również

Jeżdżące Seicento kupisz dziś za 2000–6000 złotych — mniej niż niejeden rower elektryczny. Mechanika jest tania i naprawialna domowym sposobem. O wartości egzemplarza decyduje stan blachy.

Fiat Seicento: ceny, wady i co sprawdzić przed zakupem

Jeżdżącego Fiata Seicento kupisz dziś za 2000–6000 zł (ceny ofertowe, lipiec 2026) — mniej niż niejeden rower elektryczny. O tym, czy egzemplarz wart jest pieniędzy, decyduje rdza. Ceny, wady i lista kontrolna przed oględzinami.

Przez cztery lata, od 1999 do 2002 roku, żaden nowy samochód nie sprzedawał się w Polsce lepiej niż Seicento. Czerwień na osiedlowym parkingu stała się znakiem przełomu wieków.

Fiat Seicento (1998–2010): historia, wersje, dane techniczne

Składany w Tychach, sprzedawany w kilkudziesięciu krajach — Fiata Seicento wyprodukowano ponad 1,3 miliona sztuk. Youngtimer, na którym całe pokolenie Polaków uczyło się jeździć. Poznaj historię modelu, wszystkie wersje i dane techniczne.

Wczesny Fiat 125p: sylwetka włoskiego Fiata 125, cztery okrągłe reflektory i chromowany zderzak z kłami. Pod maską — mechanika starszej rodziny 1300/1500

Fiat 125p — kompletny przewodnik po dużym Fiacie

Duży Fiat powstał jako hybryda: nadwozie Fiata 125, mechanika ze starszego modelu 1300/1500. Przez 24 lata zjechało z Żerania blisko 1,445 mln egzemplarzy. Po drodze pobił trzy homologowane rekordy FIA i wygrał klasę w Rajdzie Monte Carlo.

Edycję Sporting Michael Schumacher Fiat wypuścił na przełomie 2000 i 2001 roku, żeby uczcić pierwszy tytuł mistrza świata Niemca dla Ferrari. Czerwień była tu obowiązkowa — barwy Scuderii nie znosiły kompromisu.

Fiat Seicento Sporting, Schumacher i Abarth: historia wersji

54 KM i prawie 14 sekund do setki — a mimo to Seicento Sporting z podpisem Michaela Schumachera kosztuje dziś po dwadzieścia kilka tysięcy złotych. Historia najbardziej kolekcjonerskiego malucha z Tychów: Sporting, edycja Schumacher i pakiet Abarth.

Broom Yellow — barwa, po której Fiata Coupé rozpoznaje się z drugiego końca parkingu. Ostre cięcia nadwozia to podpis Chrisa Bangle'a.

Fiat Coupé: nadwozie od Amerykanina, pod maską piąty cylinder

Bolonia, grudzień 1993. Na Motor Show staje włoskie coupé pocięte ostrymi wcięciami, jakby przyjechało z innej dekady niż wszystko dookoła. Mało kto wie, że tę bryłę narysował młody Amerykanin — a w konkursie przegrała z nią sama Pininfarina.

Brytyjski materiał prasowy Toyoty z przełomu wieków. Siódma Celica miała jedno nadwozie – liftback coupé 2+2 – i dwa silniki o tej samej pojemności.

Toyota Celica VII (ZZT230) – przewodnik 1999–2006

Siódma Celica ma jedno nadwozie i dwa silniki 1,8 litra. ZZT230 z jednostką 1ZZ-FE ciągnie od niskich obrotów, ZZT231 z 2ZZ-GE budzi się powyżej sześciu tysięcy. Prowadzenie, za które ceni się ten model, dostaje się w obu wersjach.

Więcej: Uno 1983-2002 ▸
ikona klasyk.pl