Renault zawsze było marką pełną sprzeczności: budowało najtańsze samochody we Francji i jednocześnie wygrywało w Formule 1. Produkowało plastikowe R5 dla gospodyń domowych i zaraz potem wpychało w jego środek turbodoładowany silnik za tylną oś. Ta schizofrenia to największy atut Renault w świecie klasyków.
R5 Turbo i Turbo 2 to szaleństwo w czystej postaci — centralnosilnikowy hot hatch z nadmuchami, który na wąskich górskich drogach nie miał sobie równych. R4 to francuski odpowiednik Garbusa — samochód, który zmotoryzował pokolenie i do dziś budzi sentyment na całym świecie. Fuego to zapomniane coupe lat 80. z charakterem, którego nie miał żaden współczesny rywal. A Clio Williams z lat 90.? Ostatni prawdziwy hot hatch Renault, zanim elektronika przejęła kontrolę.
Rynek klasycznych Renault eksplodował w ostatnich latach — R5 Turbo osiąga ceny sześciocyfrowe, ale R4, Fuego czy Clio Williams to wciąż samochody dostępne dla zwykłego śmiertelnika.