Kiedy Citroën DS zadebiutował w 1955 roku na Salonie Paryskim, w pierwszych piętnastu minutach złożono 743 zamówienia. W ciągu pierwszego dnia — 12 tysięcy. Nic dziwnego: DS wyglądał, jakby przyleciał z przyszłości. Hydropneumatyczne zawieszenie, hamulce z hydraulicznym wspomaganiem, reflektory skręcające ze sterowaniem — wszystko to trzydzieści lat przed konkurencją.
DS 19 — pierwsze wcielenie — to samochód, który zmienił reguły gry. DS 21 z 1966 roku dodał elektroniczny wtrysk paliwa Bosch, wyprzedzając niemiecką konkurencję. DS 23 z silnikiem 2,3 litra to najpotężniejsza i ostatnia wersja — dojrzała, dopracowana, szybka. A ID 19 to „budżetowy" DS bez hydropneumatyki — łatwiejszy w utrzymaniu, równie piękny.
DS na rynku klasyków to samochód, który przyciąga ludzi spoza tradycyjnego świata motoryzacyjnego — architektów, designerów, artystów. To obiekt pożądania nie tylko za jazdę, ale za formę. Ceny Cabrioletów i Pallas sięgają już sześciu cyfr, ale standardowe DS-y wciąż są zaskakująco przystępne.