TVR to marka dla ludzi, którym Porsche jest za nudne, a Ferrari za oczywiste. Firma z Blackpool przez pół wieku budowała samochody, które łamały każdą konwencję bezpieczeństwa — brak ABS, brak kontroli trakcji, brak airbagów — i właśnie dlatego dawały więcej adrenaliny niż cokolwiek innego na drodze. TVR to czysty, niefiltrowany, potencjalnie śmiertelny fun.
Griffith z 5-litrowym V8 Rovera to samochód, który wskrzesił markę na początku lat 90. — piękne nadwozie z włókna szklanego, brutalny silnik, brak elektroniki. Chimaera to bardziej cywilizowany wariant na długie trasy. Cerbera z autorskim silnikiem Speed Six to punkt, w którym TVR przestał pożyczać motory od innych. A Tuscan i Sagaris to późne arcydzieła — tak piękne, jak niebezpieczne.
TVR-y na rynku klasyków to fenomen — ceny Griffitha i Cerbery rosną lawinowo, bo ludzie odkrywają, że za cenę używanego 911 dostają dwukrotnie więcej emocji. Chimaera to wciąż okazja, ale nie wiadomo, jak długo.