Suzuki to firma, która nigdy nie próbowała grać w lidze dużych — i właśnie dlatego jej klasyki mają tyle charakteru. Specjalizacja w małych, lekkich samochodach oznaczała, że każdy model Suzuki musiał nadrabiać brakiem masy i mocy pomysłowością, zwinnością i uczciwością konstrukcji.
Samurai (SJ413) z lat 80. to terenówka w czystej postaci — krótki rozstaw osi, reduktor, napęd 4x4 i absolutnie nic zbędnego. Swift GTI (1.3 16V, 100 KM, 800 kg) to kieszonkowa rakieta, która na krętych drogach zostawiała w tyle samochody o dwukrotnie większej mocy. Cappuccino — mikroskopijny roadster z turbodoładowanym silnikiem 660 cm³ — to esencja japońskiej filozofii kei car w wersji sportowej. A SC100 (Whizzkid) z lat 70. to tylnosilnikowe coupe, które Giugiaro zaprojektował jako mini-Porsche.
Suzuki na rynku klasyków to nisza w niszy — ceny są wciąż symboliczne w porównaniu z mainstreamem, a frajda z jazdy absolutnie niewspółmierna do kosztów.